Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 18 marca 2014 przez Marcin Sułkowski w Wydarzenia
 
 

Urzędnicza troska o estetykę miejską


Jak poprawić wizerunek miasta? Sposobów jest wiele. Można na przykład wyremontować część kamienic. Nie tak, jak ma to miejsce w Łodzi, w ramach programu Miasto 100 kamienic, gdzie urzędnicy kierują się podejrzanymi kryteriami wyboru kamienic do remontu, a finał jest taki, że wyremontowane budynki są rozsiane po całym mieście i nie widać efektów tego projektu. Można też zainwestować w infrastrukturę, sztukę czy odpowiednio umodelować przestrzenie handlowe. Można zadbać o zieleń miejską i czystość. Te i inne pomysły wymagają jednak kilku rzeczy. Po pierwsze – rozumu. Trzeba jakimś cudem dojść do dobrych wniosków, a to jest dla urzędnika nie lada wyczyn. Po drugie – pieniędzy, których jest coraz mniej, a przecież trzeba jeszcze odpowiednio napchać kieszenie swoje i swoich bliskich. Po trzecie – pracy, a do tej nie kwapią się ci, którzy zatrudnieni są w sektorze publicznym.

Jak więc zrobić tak, aby wykonać powierzoną sobie pracę, czyli poprawić estetykę miasta, ale przy tym nie wykorzystywać ani rozumu, ani pieniędzy, ani się nie napracować? Przychodzi mi na myśl pantomima, ale to wymaga jednak odrobinę wysiłku. Pozostaje więc zrzucenie całej odpowiedzialności na tego, kto zawsze daje się doić przez Lewiatana, czyli podatnika. Stara zasada „płacz i płać” nadal funkcjonuje, także będzie stosowana do momentu buntu, lub wydojenia ludzi do spodu.

Do czego piję? Do sytuacji z Wrocławia, o której donosi TVN24 (por. [1]). Otóż pewna pani, pełniąca funkcję miejskiego plastyka – fachowca od estetyki, z radością zastosowała metodę niekorzystania z rozumu, pieniędzy miasta i pracy urzędników. Padła propozycja, aby widoki wrocławskiego Placu Solnego poprawić poprzez… zmianę koloru wazonów w licznych na tym placu kwiaciarniach. Pani plastyk zaproponowała kolor ciemnozielony, ale w swojej wspaniałomyślności dała kilka innych do wyboru biednym kwiaciarzom, którzy zdecydowali się na złoty. Kolor jest symboliczny, bowiem złote będą musieli wydać z własnej kieszeni, aby dostosować się do zaleceń pani plastyk. Wyobraźcie sobie Państwo, że każda kwiaciarnia ma od 50 do nawet 100 takich wazonów i koszt jednego (najtańszego, więc pewnie i jakościowo kiepskiego) wynosi 8 złotych. Do tego dochodzi koszt zmiany parasoli, które pani plastyk również zaproponowała zmienić, więc miasto skaleczy biednych kwiaciarzy na jakieś 800-1000 złotych…

Co można o tym wszystkim powiedzieć? Fajnie, że miasto chce być ładne, ale powiedzmy sobie wprost – takimi głupotami można się zajmować wtedy, gdy wszystko inne jest dopięte na ostatni guzik. I to też musi wyglądać odpowiednio, czyli kwiaciarzom należy dać chociaż dwa lata na zakup potrzebnego sprzętu – nie można obciążać budżetu biednych ludzi wedle własnego widzimisię! Szczególnie, że w przy Placu Solnym nie ma nawet parkingu, dzięki któremu kierowcy mogliby skorzystać z kwiaciarni. Taki sam problem jest również w Łodzi przy Placu Dąbrowskiego, a podejrzewam, że i winnych miastach można napotkać takie problemy. Padamy więc po raz kolejny ofiarą durnych urzędników i ich jeszcze głupszych decyzji.

[1] http://www.tvn24.pl/urzednicy-chca-jednolitych-wazonow-wszystkie-beda-zlote-zaplaca-kwiaciarze,408967,s.html

fot. http://img.interia.pl/biznes/nimg/e/r/Estetyka_przestrzeni_nowy_4350167.jpg


Marcin Sułkowski