Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 2 stycznia 2017 przez Marcin Sułkowski w Wydarzenia
 
 

Sytuacja w Ełku

Zamieszki w Ełku
http://i.wp.pl/a/f/jpeg/37319/pap_elk_zamieszki625.jpeg
Zamieszki w Ełku
http://i.wp.pl/a/f/jpeg/37319/pap_elk_zamieszki625.jpeg

Portale wszelkiej maści trąbią o tragicznych wydarzeniach z nocy sylwestrowej w Ełku. Co prawda przedstawiane wersje różnią się, ale są to różnice raczej kosmetyczne, niźli zmieniające obraz tego, co się stało. Z grubsza wyglądało to tak, że 21-letni Polak rzucił petardą w restaurację Prince Kebab, będącą własnością polskiego przedsiębiorcy, a w której to pracowali: Tunezyjczyk, Algierczyk i Marokańczyk. Owi pracownicy byli oburzeni aktem Polaka i wywiązała się bójka, w której Polak został dwukrotnie ugodzony nożem, w wyniku czego zmarł. Inne wersje mówią, że Polak wrzucił petardę do lokalu i jeszcze ukradł dwie butelki napoju. Tak czy siak, pracownicy restauracji zareagowali w sposób niezgodny z prawem i takie są fakty. Mogli dokonać zatrzymania obywatelskiego albo zwyczajnie wezwać policję. Domyślam się, że obiekt może być monitorowany. Jeśli nawet nie, to wystarczy szybki rzut oka na google maps, które pokazują w okolicy obiekty monitorowane, dlatego z ustaleniem wyglądu człowieka, który rzucał petardą w restaurację nie byłoby problemu. Tak się jednak nie stało, bowiem pracownicy knajpki wzięli sprawiedliwość w swoje ręce. Tyle faktów.

Wokół całej sytuacji zrobiło się jednak spore zamieszanie, bowiem niedługo po zajściu, pod restauracją zebrała się grupa 200-300 osób, nastawionych negatywnie do pracowników restauracji. Redaktor Terlikowski (por. [1]) pisze nawet o linczu, którzy szkodzi Polsce. W podobnym tonie jest komentarz zamieszczony na facebooku na profilu „Żelazna logika”. Lewica już zaciera ręce, co widać po idiotycznym komentarzu pana Michała Bilewicza na twitterze: Ełk, 43 miles from Jedwabne… Racist riot in my ethnically homogeneous country #2017. Takie komentarze i teksty dowodzą tylko tego, że wiele osób nie rozumie o co tak naprawdę chodzi w całej sytuacji i jakie konsekwencje ona przyniesie. Nie ma tutaj mowy o żadnym linczu, bowiem nic nie stało się sprawcy zabójstwa i jego kolegom z pracy. I nie jest to zasługa policji, która wezwała posiłki z Olsztyna i Żandarmerię Wojskową. Zanim te oddziały przyjechałyby, to zapewne lincz miałby miejsce, jeśli byłaby taka wola tłumu, bo jego przewaga w początkowej fazie zdarzenia była ogromna. Tak się jednak nie stało, bo tłum przyszedł w zupełnie innym celu. I tutaj diagnoza lewicy również jest chybiona, bo nie chodzi o rasistowskie okrzyki, nawoływanie do Jedwabnego, za którym de facto stali Niemcy czy chęć wzniecenia buntu przeciw obcokrajowcom. Zgadzam się z opinią Gustava Le Bona, że tłum zawsze postępuje chaotycznie i jest wiedziony emocjami. I właśnie emocje wzięły tutaj górę – nie niechęć rasowa, nie chęć mordu. Te emocje są zupełnie inne i wynikają z jednej strony z braku zaufania do instytucji państwa, z drugiej zaś z obawy przed tym, co dzieje się na zachodzie.

Brak zaufania do państwa nie wziął się znikąd. Polacy widzą, że wielu przestępców jest bezkarnych z różnych przyczyn. A to procesy ciągną się latami, a to policja ma stary sprzęt i za mało zasobów, a to ktoś weźmie łapówkę, a to znów luka w prawie pozwoli na wyjście za kaucją z aresztu w trakcie trwania sprawy, po czym podejrzany znika. Przykładem takiej kuriozalnej nieudolności polskiego wymiaru sprawiedliwości jest choćby sytuacja Piotra Kaszubskiego, którego ścigano blisko 2 lata, a który bawił się z policją w kotka i myszkę, m.in. robiąc sobie zdjęcia w Warszawie i zamieszczając je na facebooku. W taki sposób drastycznie spada zaufanie publiczne w stosunku do władzy i jej organów, a obywatele często czują, że sami muszą brać los w swoje ręce. Tak też się stało w Ełku – grupa ludzi nie wierzy w polski wymiar sprawiedliwości i zdaje sobie sprawę, że wystarczy dobry prawnik, szum medialny z otoczką rzekomego rasizmu, presja opinii zachodu i sędzia wyda wyrok skazujący, ale w zawieszeniu, po czym sprawa się rozmyje. Oby mój opis był czarnowidzeniem i sprawiedliwości stała się zadość, ale wiele takich sytuacji obserwowaliśmy w ostatnich latach, dlatego też nie dziwi mnie żywa reakcja mieszkańców Ełku.

Drugą kwestią jest strach, który jest bardzo silnym bodźcem do wielu działań. Część jest tragiczna w skutkach, część zaś ratuje nam skórę. W niniejszej sytuacji negatywnym skutkiem owego strachu jest zniszczenie lokalu, który nie należał do sprawców, a do polskiego przedsiębiorcy. Podejrzewam, że zgromadzeni pod restauracją ludzie nie mieli o tym bladego pojęcia, co ich nie usprawiedliwia, bowiem wystarczyłaby sama obecność i komunikaty werbalne, aby wysłać sygnał sprawcom przestępstwa. Co zaś pozytywnego można dostrzec w tej sytuacji? Właśnie ów sygnał, który aktywni mieszkańcy Ełku, mimo strachu, wysłali do sprawców i dalej do społeczności arabskiej. To był komunikat „w razie czego, nie będziemy bierni tak, jak Francuzi czy Niemcy. Nie skończy się na zdjęciach na facebooku, będziemy walczyli o bezpieczeństwo naszych rodzin”. I choć w tym wypadku nie mamy do czynienia z aktem terroryzmu, to należy zrozumieć jedną, bardzo istotną kwestię – jeśli pracownicy restauracji byli muzułmanami, a stawiam dolary przeciwko orzechom, że choć jeden był, to mamy do czynienia z ludźmi, którzy wyznają zbrodniczą ideologię. Zapewne do zabójstwa w Ełku nie doszło na tym tle, ale sytuacja pokazuje, że zabójca absolutnie nie miał szacunku do ludzkiego życia. Czy ów brak szacunku wynikał z chwilowego amoku czy z wyznawanej religii, tego się nie dowiemy, natomiast nauczeni doświadczeniem krajów zachodnich, nie możemy ryzykować, że i w Polsce będziemy mieli do czynienia z terroryzmem. Mamy mnóstwo swoich własnych problemów, jak np. zadymiarze stadionowi, z którymi musimy się uporać a już brakuje nam na to środków. Zapraszanie do Polski ludzi, którzy stanowią choćby potencjalne zagrożenie, jest wyrazem idiotyzmu władz i braku świadomości potencjalnych konsekwencji. Z muzułmanami jest bowiem identycznie, jak z homoseksualistami w latach 60-tych. Na początku chcą jedynie spokoju dla własnych przekonań, ale z czasem, stopniowo stawiają kolejne kroki i nie mają szacunku do otaczającego ich świata. Taktyka małych kroków jest bardzo skuteczna, o czym brutalnie przekonuje się zdegenerowana Europa zachodnia. Muzułmanie nie tolerują innowierców i ich kultury – dla nich jesteśmy przeciwnikami, a nie partnerami do dyskusji. Świat islamu to nie świat chrześcijański, przepełniony miłością do bliźniego, troską o jego godność i próbujący nawracać argumentami. Świat islamu „nawraca” bombami, ciężarówkami wjeżdżającymi w tłum i innymi aktami terroru. Dlatego powtarzam po raz kolejny to, co napisałem chyba jako jeden z pierwszych w Internecie (14 listopada 2015 r.) – islam w Polsce należy zdelegalizować tak samo jak nazizm czy komunizm, bowiem jest to ideologia zbrodnicza, nawołująca do przemocy i agresji. Podobny krok poczynili Słowacy, dzięki czemu mogą czuć się bezpiecznie w swoim kraju, dlatego weźmy z nich przykład i nie każmy Polakom bać się w naszym własnym kraju.

Na koniec należy dodać jeszcze jedną kwestię odnośnie rasizmu. Czy pod licznymi barami azjatyckimi są w Polsce takie sytuacje? Czy wtedy „stróże praworządności i tolerancji” z wyborczej i tvn równie mocno akcentują te wydarzenia? Wątpię. A powód jest banalny – Polacy nie są nietolerancyjni. Szanujemy Azjatów, którzy przyjeżdżają do Polski, ciężko pracują i wspomagają naszą gospodarkę. Najważniejsze jednak, że nie czujemy z ich strony żadnego zagrożenia. Są jedynie normalną, rynkową konkurencją. Nie wysadzą się w powietrze w środku centrum handlowego, nie prowadzą „świętej wojny” i szanują nas. Tego samego oczekujemy od innych obcokrajowców.

[1] http://malydziennik.pl/mechanizm-linczu-zadzialal-w-elku-to-nie-jest-zachowanie-do-obrony-takze-dlatego-ze-szkodzi-polsce,1459.html

fot. http://i.wp.pl/a/f/jpeg/37319/pap_elk_zamieszki625.jpeg


Marcin Sułkowski