Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 28 lutego 2015 przez Marcin Sułkowski w Rozmaite
 
 

Świeckie brednie Jana Radomskiego z Liberte!

http://1.bp.blogspot.com/-y2ybn5id4P4/VJ_UzNv8IdI/AAAAAAAAC2g/UYDje5k0bfE/s1600/pobrane.png
http://1.bp.blogspot.com/-y2ybn5id4P4/VJ_UzNv8IdI/AAAAAAAAC2g/UYDje5k0bfE/s1600/pobrane.png

Na stronie salon24.pl ukazał się kilka dni temu tekst p. Jana Radomskiego (por. [1]), redaktora prowadzącego serwis Liberte! (por. [2]). Od dłuższego czasu obserwuję towarzystwo skupione wokół idei wolności i dającemu wyraz poparcia tejże właśnie na stronie liberte.pl i mam odczucie, że nastąpiło pewne pomieszanie pojęć. W credo czasopisma (por. [3]) czytamy bowiem o antypopulizmie, poparciu dla kapitalizmu czy dyskusji bez argumentów ad personam. Można uznać te deklaracje za rozdwojenie jaźni, bowiem jeszcze niedawno, blogerem Liberte! był prof. Jan Hartman (por. [4]) i to jeszcze z czasów swojego bytowania w Twoim Ruchu. Podejście tej partii do wolnego rynku było co najmniej dziwaczne, bowiem w programie partii znaleźć można było takie kwiatki, jak „darmowy” (czyli opłacany z podatków obywateli) dostęp do Internetu dla wszystkich. No, ale jak ktoś deklaruje, że jest liberałem, to tyle widocznie redakcji czasopisma Liberte! wystarczy, aby móc publikować swoje wypociny. Stare porzekadło mówi: wolnoć Tomku w swoim domku, ale z racji wolności (choćby w sensie metafizycznym), wolno nam krytykować jawną głupotę. A takiej moim zdaniem dopuścił się p. Jan Radomski, w swoim tekście Pobożne brednie ks. Oko, który to tekst jest zwyczajnym popisem słabej jakości sofistyki.

Nie chcę zagłębiać się w analizę samego wywiadu z ks. prof. Oko, ponieważ nie w tym rzecz. Pragnę jedynie pokazać, jak nie powinno się argumentować, budować analogii i dyskredytować tez przeciwnika, bowiem tekst p. Radomskiego jest na tyle modelowy, jeśli chodzi o zwyczajną przyzwoitość intelektualną, że powinien być przedstawiony jako przykład błędnego podejścia do dyskusji na zajęciach z metodologii pisania tekstów.

Moja polemika będzie zbudowana w sposób klasyczny – najpierw wkleję cytat z tekstu p. Jana Radomskiego, będzie to oznaczone kursywą (pogrubiona kursywa to wyłuszczenia z wywiadu z ks. prof. Oko popełnione przez p. Radomskiego), natomiast niżej zamieszczę swój komentarz.

Popis poważanego, katolickiego publicysty w „Kropce nad i” był na tak niskim poziomie, że tej polemiki nie chcę mi się nawet ubierać w akapity. Wystarczą same cytaty.

Skoro pan redaktor na samym początku wykazuje lenistwo, jeśli chodzi o intencję w budowie tekstu, to czemu w ogóle zabiera się do pisania? Był to tekst odpłatny, który autor musiał odbębnić? Może w ramach zawłaszczania wolności, ktoś nakazał panu Radomskiemu napisanie swojej polemiki? Pozostaje się jedynie domyślać, niemniej faktem jest, że pan redaktor słowa nie dotrzymuje i tekst na akapity dzieli. Przykładów braku konsekwencji będzie jeszcze wiele.

Cytat pierwszy: „Tylko by może jeszcze zaprosili [na Dni Ateizmu – przyp. JR] ateistów z Korei Północnej, bo wiemy, że miejscem najbardziej piekielnym teraz na ziemi jest Korea Północna, gdzie od siedemdziesięciu lat rządzą ateiści”.

Mocne słowa, prawda? Ta teza najwyraźniej wepchnęła ks. Oko w objęcia grzechu pychy, ponieważ wygłosił ją już w PIERWSZYM ZDANIU. Korea Północna rzeczywiście nie jest rajem, trudno z tym polemizować. Jednak rajem nie jest także spora część Bliskiego Wschodu, gdzie ateizm nie przecież mile widziany.

Nie rozumiem o co cały raban i pustosłowie o grzechu pychy. Ksiądz profesor stwierdził fakt – w Korei Północnej rządzą ateiści, a Korea Północna, wedle powszechnego uznania, jest najbardziej totalitarnym miejscem na Ziemi, gdzie trudno mówić o wolności jednostek czy przestrzeganiu praw człowieka. Porównywanie części Bliskiego Wschodu, gdzie miejscowi ekstremiści mordują wyznawców innych religii czy ateistów do Korei Północnej, z której nie można swobodnie wyjechać, jest przesadną hiperbolizacją mającą służyć pewnemu celowi – zrównaniu bestialstwa ateistycznych reżimów z reżimami teistycznymi. Problem polega na tym, że zarówno obecnie, jak i w historii, można podać dziesiątki przykładów państw, gdzie wiara była wymogiem uczestnictwa w życiu politycznym (starożytny Rzym, Grecja) i nie można mówić tu o żadnym „zamordyzmie” czy bestialstwie. Co więcej – w tych państwach należy upatrywać wielu dobrych wzroców. Co możemy powiedzieć o państwach, które były „z natury” ateistyczne? Ano tylko tyle, że zdecydowana większość z nich może brać udział w wyścigu, jeśli chodzi o liczbę zamordowanych ludzi, złamanych życiorysów czy gnębienia. Oczywiście trudno dojść do tego, czy teistyczny charakter państwa ma wpływ na jego praktykę, ale skoro widzimy pewne tendencje, to uczciwość intelektualna nakazuje, by nie ignorować tego faktu.

Cytat drugi (a właściwie ciąg dalszy pierwszego): „I stworzyli warunki najgorsze na całej ziemi. To jest właśnie ateizm”.

Warto tę brawurową tezę ks. Oko odwrócić i przyjrzeć się państwom, w których żyje najwięcej ateistów. W Europie to Francja, Czechy, Szwecja, Holandia, poza Europą – Australia, Nowa Zelandia, Japonia oraz Kanada. Mówiąc wprost, jest zupełnie odwrotnie, niż twierdzi ks. Oko: im niższy poziom religijności, tym lepsza jakość życia. Kraje komunistyczne są wyjątkiem wyłącznie dlatego, że tam klasyczną religię zastąpił kult polityczny.

Szanowny autor raczył tutaj dopuścić się kilku manipulacji. Po pierwsze – ks. Oko mówi o państwach z natury ateistycznych, czyli takich, w których kultywowanie pewnych obrzędów jest penalizowane lub prześladowane. Do takich krajów należy właśnie Korea Północna. Nie ma tutaj mowy o krajach, w których jednostka ma prawo wybrać swoją drogę, dlatego jakiekolwiek próby odwracania argumentacji ks. Oko nie mają większego sensu. Po drugie – autor krytykuje nieco dalej księdza profesora za argumentacje popartą statystykami. Sam jednak robi dokładnie to samo, twierdząc: im niższy poziom religijności, tym lepsza jakość życia. A co decyduje o jakości życia? Jak faktycznie zweryfikować poziom religijności? To wszystko są martwe słupki, wykresy i dane, a nie rzeczywistość. Równie dobrze można powiedzieć: religijny człowiek na wsi jest bardziej szczęśliwy od miejskiego ateisty, tyle tylko, że jak to zweryfikować? Czym zmierzyć tę szczęśliwość czy jakość życia? Mamy więc do czynienia ze zwyczajnym bełkotem. Oczywiście dodam też, że standardowym argumentem ateistów na rzecz deprecjonowania zbrodniczości systemów ateistycznych jest uznanie, że kult religijny został zastąpiony kultem politycznym. I niby dlatego nie można winić ateizmu za zbrodnie komunizmu. Szanowny Panie redaktorze – ateizm również jest pewnym kultem. Nie ma bowiem żadnego dowodu na to, że jakkolwiek rozumiany Bóg nie istnieje i proszę o tym pamiętać.

 

Cytat trzeci: „Trzeba pamiętać, że do największych zbrodniarzy w dziejach należą ateiści”.

To dopiero argument! Strach pomyśleć, jak potworne wnioski o blondynach moglibyśmy wyciągnąć, gdybyśmy ks. Oko ogłosił, że do najbardziej zwyrodniałych seryjnych morderców należą blondyni.

Przy lekturze tego typu fragmentów, czytelnik wewnętrznie krzyczy: autorze! Nie idź tą drogą! I nie ma się czemu dziwić, bowiem redukowanie argumentu do absurdu jest ciekawą sztuczką, lecz godną jedynie politowania, jeśli jest użyta w nieodpowiedni sposób. Czy autor aby na pewno odbył kurs logiki na swoich studiach? Śmiem wątpić, skoro nie odróżnia związku konieczności od przypadłości. Argument ks. prof. Oko jest prosty i czytelny – ateizm jest z natury zły i definiuje działania człowieka jako cecha konstytutywna, dlatego ateiści dopuszczają się zbrodni, co dokumentuje historia. Bycie blondynem jest jedynie przypadłością, która nie decyduje o uczynkach. System wartości natomiast owszem i to w sposób konieczny. Weźmy na przykład ludożerców – są to niezbyt sympatyczni osobnicy, którzy jedzą ludzi z racji swoich przekonań, nazwijmy to, etycznych. To ten element decyduje o ich usposobieniu do reszty ludzi, nie zaś to, czy są niscy, bądź mają odstające uszy. Gdyby redaktor Radomski łaskawie skupił swą uwagę na lekturze Metafizyki Arystotelesa, zapewne nie byłoby takich problemów w jego rozumowaniu.

 

Cytat czwarty: „Musimy pozostawać na poziomie rzeczowym […] tak jak w katastrofie smoleńskiej najważniejsze są wypowiedzi fizyków, a nie jakie emocje mają ludzie”.

Akurat na miejscu przedstawiciela tej branży ostatnią rzeczą, która przyszłaby mi do głowy byłoby zdanie, że emocje ludzi są mniej ważne od wypowiedzi fizyków.

Pamiętacie Państwo, jak na początku tekstu pisałem o credo czasopisma Liberte!? Było tam coś o unikaniu argumentów ad personam. Konsekwencja głoszenia własnych tez jest godna pochwały, ale jeszcze bardziej godne pochwały jest postępowanie wedle tego, co się głosi. Bardzo chciałbym się odnieść do jakichś racji w tym fragmencie, ale zwyczajnie ich nie ma!

 

Cytat piąty: „Ja jestem trzydzieści lat księdzem i spowiadałem już tysiące kobiet i prawie nie spotkałem się z przypadkami, żeby kobiety mówiły o biciu przez mężczyzn. To się wiąże również z tym, że im bardziej ludzie są wierzący, tym bardziej szanują innych”.

Ostatnie zdanie ks. Oko jeszcze rozwinie, więc powrócimy do tej myśli za chwilę. Póki co – skupmy się na początku wypowiedzi: tyle lat zawodowych doświadczeń, tysiące spowiedzi i… nic! Na co nam ta konwencja? W błoto wyrzuciliśmy pieniądze wydane na badania czy konsultacje ze specjalistami. A wystarczyło przecież zapytać kilku taksówkarzy lub księży, co na ten temat mówiły ich klientki.

Osoba twierdząca, że jest zwolennikiem wolności próbuje nam, co prawda nie-wprost, wmówić, że oto wszechwiedzący ustawodawcy czy urzędnicy, są nieomylni i każde ich działanie jest sensowny. Szanowny Panie redaktorze – w tym miejscu pozwolę sobie na osobistą prośbę do Pana: proszę odnosić się do racji, nie zaś emocjonalnie zbywać argument pseudo-śmieszną dykteryjką o taksówkarzach. To naprawde się nie godzi osobie, która piórem (klawiaturą) próbuje przekonać do… racji.

 

Cytat szósty: „Ogólnie taka jest tendencja, że im bardziej ludzie są wierzący, tym bardziej szanują swoje zony”.

Aż kusi, żeby coś napisać, ale musimy jeszcze trochę poczekać.

Jak wyżej.

 

Cytat siódmy: „Te małżeństwa, które są zbudowane na wierze są najbardziej szczęśliwe, to jest najbardziej trwałe”.

Trzymajmy się faktów: trwałe – tak, ale niekoniecznie szczęśliwe. To nie są pojęcia ze sobą tożsame, wbrew temu, co głosi ks. Oko. Szantaż za pomocą przysięgi małżeńskiej i wiecznego potępienia może powodować, że związek jest bardziej trwały, ale na pewno nie poprawia jego jakości.

Pan redaktor oznajmił nam w tym miejscu jedno – on wie wszystko i ma prawo rzucania tez z dużym kwantyfikatorem w taki sposób, że wszyscy inni muszą to, mówiąc kolokwialnie, przyjąć na klatę. Ubawiłem się przy tym, bowiem pachnie mi tutaj oświeceniowym wydaniem liberalizmu, gdzie banda wychuchanych na dworach „intelektualistów” uznała, że rzeczywistość jest taka, jak ją opisują, bo przecież są tak mądrzy i racjonalni, że używając rozumu nie mogli się pomylić. Skończyło się rzecz jasna gilotyną. Co do samej argumentacji – oczywiście, że trwałość i szczęśliwość to nie są pojęcia tożsame, bowiem gdyby były, nie używalibyśmy dwóch pojęć, a jednego dla ułatwienia. Ks. prof. Oko chodzi o rzecz następującą – szczęście, trwałość związku i wiara to czynniki współgrające ze sobą jeśli chodzi o budowanie małżeństwa. Te związki, w których brak jest wiary, często się rozpadają – nie ma tam szczęścia i trwałości (zwracam uwagę na koniunkcję!), wynikającej z systemu wartości przedstawionego w nauczaniu Kościoła. Można się z tym nie zgadzać, ale należy swoją tezę podeprzeć argumentami. Na pewno nie takimi, jak autor polemiki, bowiem mamy tu do czynienia jedynie z narzucaniem swojego podejścia, bez żadnych racji. Oczywiście do tego jest histeryczne bajanie o szantażu przysięgą małżeńską i potępieniem. Pełen wachlarz „argumentów”. Ja zapytam wprost – skąd Pan redaktor wie, że przysięga małżeńska i wizja kary za jej niedopełnienie nie poprawia jakości związku?

 

Cytat ósmy: „Ja pani wie, jeszcze z takimi przypadkami się nie spotkałem [bicia – przyp. JR]. Po prostu jest też propaganda lewacka”.

Ks. Oko kilkanaście sekund wcześniej twierdził, że jako spowiednik z przemocą „prawie się nie spotkał”.  Jego wspomnienia zmieniają się najwyraźniej jak w kalejdoskopie, ponieważ „prawie” nagle znikło, a cała przemoc stała się lewacką propagandą. To symboliczne – Kościół potrafi podobnie się nakręcać. Hierarchom dawniej przeszkadzały tylko mityczne elementy gender, dzisiaj Kościół podejmuje karkołomną próbę podważenia tego, że w Polsce istnieje zjawisko przemocy domowej. Przynajmniej wśród katolików.

Autor piętnuje ks. prof. Oko za błąd, w którym zapomniał o „prawie”, jeśli chodzi o zetknięcie się z przemocą w rodzinie. Cytując Pismo Święte (por. [5]): Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Redaktor Radomski zapomniał w swoim emocjonalnym szale, że ks. prof. Oko powiedział: Po prostu jest też (wytłuszczenie moje – M.S.) propaganda lewacka. Owo „też” zmienia sens zdania, co pan redaktor zupełnie pomija i rzuca argumentami w stronę Kościoła. Dodatkowo bredzi twierdząc, że Kościół i jego hierarchowie stwierdzili: wśród katolików w Polsce nie istnieje zjawisko przemocy domowej. Proszę mojego szanownego oponenta o cytat wraz ze źródłem, który wskazywałby na takie stanowisko Kościoła, wyrażone przez któregoś z hierarchów (nie mówię tutaj o anonimowych wpisach na forach, lecz o oficjalnych wypowiedziach!).

 

Cytat dziewiąty: „Ludzie w konkubinatach, którzy nie mają trwałych związków, o wiele częściej dochodzi do przemocy, do przestępstw. To wynika ze statystyki”.

W końcu! Punkt kulminacyjny, moja cierpliwość ostatecznie skończyła się w tym miejscu. Powoływanie się na statystyki ma bowiem to do siebie, że z tabelek można odczytać absolutnie wszystko, jeżeli nie umie się ich krytycznie ocenić. Ze statystyki (w przeciwieństwie do ks. Oko podam źródło: badanie OBOP dla MPiPS) wynika, że kobiety rzadziej doświadczają przemocy w małżeństwie (35 procent) niż w konkubinacie (55 procent). To nie wynika jednak z –  jak chce nam wmówić ks. Oko – cudownej mocy aktu małżeństwa, a wyłącznie z faktu, że dotarcie do małżeństwa poprzedza pewna forma selekcji. Zanim wybierzemy zespół na wesele i napiszemy zawiadomienia, zdążymy lepiej poznać naszego partnera. Konkubinaty tego czasu nie mają.

Doprawdy zastanawia mnie, dlaczego redaktor Radomski krytykuje statystki, skoro sam wcześniej powołuje się na podobne badania (patrz cytat drugi), ale nie doszukiwałbym się tutaj niczego więcej, jak chęci dokopania ks. prof. Oko. Drugą kwestią jest linia argumentacyjna, która jest zupełnie oderwana od rzeczywistości. Otóż pan redaktor twierdzi, że w konkubinatach kobiety częściej doświadczają przemocy niż w małżeństwie, bowiem konkubinaty są bardziej krótkotrwałe. Przezabawne, nieprawdaż? Autor nie bieże pod uwagę, że konkubinat to nieformalny związek dwojga ludzi, który cechuje pewna trwałość czasowa. Trudno nazwać konkubinatem parę, która poznała się miesiąc wcześniej, czy narzeczeństwo – ci drudzy dążą bowiem do małżeństwa. Wystarczy również rzucić okiem na orzecznictwo, jeśli chodzi o prawo cywilne – konkubinat jest uznany w momencie, gdy cechuje go trwałość. Być może statystyki i tutaj zawodzą, bowiem interweniujący w trakcie awantury policjant źle wypełnił raport i uznał dwójkę studentów wspólnie wynajmujących mieszkanie – chłopaka i dziewczynę, za konkubinat, a de facto mogli to być zwyczajni znajomi, którzy pokłócili się o rachunki. Efektem pokrętnej argumentacji pana redaktora jest wpadnięcie we własne sidła – niby krytykujemy podejście do statystyk przez ks. prof. Oko i piętnujemy nieumiejętną ich analizę, ale samemu belki we własnym oku nie dostrzegamy.

 

Cytat dziesiąty: „W Związku Radzieckim, gdzie zniszczono chrześcijaństwo, jest prawie dwadzieścia milionów alkoholików. To alkoholicy przede wszystkim biją kobiety i zdradzają”.

Oczywiście – nie będę polemizował z oczywistą tezą, że alkohol ma ścisły związek z przemocą domową (według statystyk od 60 do 70 procent). Nie zamierzam się pastwić nad uroczym i symbolicznym przejęzyczeniem, które wskazuje na to, że Związek Radziecki wciąż istnieje. Głównym zarzutem nie jest też, że ks. Oko znów mija się z faktami: w Rosji z powodu alkoholu na sto tysięcy osób umiera 2,7 (35. miejsce na świecie, pierwsza trójka to chrześcijańskie Salwador, Gwatemala i Honduras), a w dodatku prawosławna Rosja sama w sobie nie jest najlepszym przykładem bezbożnego społeczeństwa. Szczytem absurdu jest dla mnie desperacka próba znalezienia związku pomiędzy brakiem religijności a alkoholizmem. A jak to wygląda z pozostałymi używkami? Bezbożnicy tylko piją, czy też ćpają? Haszysz? Heroinę? Kokainę?

Krytykowana wcześniej przez redaktora Radomskiego statystyka znów ma swoje koronne miejsce – mamy tu ciąg dalszy braku konsekwencji. Skoro mamy się przerzucać tego typu argumentami, to proszę bardzo – BBC donosi, że 25% mężczyzn w Rosji umiera przed 55 rokiem życia i zdecydowana większość z tych zgonów ma związek z nadużywaniem alkoholu (por. [6]). Nie wychodzi mi tutaj 2.7% które wynikają z wyliczeń pana redaktora (nota bene pan redaktor krytykował ks. prof. Oko za brak źródeł, a sam ich nie podaje). Nie chodzi jednak o to. Problem leży gdzie indziej, bowiem redaktor Radomski zwyczajnie nie umie czytać ze zrozumieniem. Gdzież tutaj  desperacka próba znalezienia związku pomiędzy brakiem religijności a alkoholizmem? Jest jedynie fakt stwierdzenia zniszczenia chrześcijaństwa przez ZSRR oraz fakt istnienia wielu alkoholików w Rosji. W drugim zdaniu jest kolejny fakt, na który sam Pan redaktor Radomski przystał. Być może to, że ks. prof. Oko nie wyraża pewnych myśli wprost, ale wynikają one z doktryny, utrudnia Panu redaktorowi zrozumienie, trzeba jednak pamiętać, że trudno pogodzić alkoholizm i katolicyzm – brak umiaru jest grzechem, a grzech jest odstąpieniem od Prawdy, czyli od Boga i Kościoła, dlatego można mówić o pewnej „pustej religijności tych”, którzy są alkoholikami. Nie ma tu żadnej desperacji – jest jedynie konsekwencja w głoszonych poglądach.

 

Cytat jedenasty: „Tam gdzie są województwa bardziej wierzące, tam rodziny są bardziej trwałe, jest większy szacunek dla kobiet”.

Po pierwsze – patrz cytat siódmy. Po drugie – warto sięgnąć do twardych liczb i napisać, że ks. Oko znów nie mówi prawdy. Ze statystyk (dane pochodzą ze wspomnianego raportu dla MPiPS oraz Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego) nie da się takiej reguły wyczytać. Polki najrzadziej są ofiary przemocy w województwie kujawsko-pomorskim oraz opolskim – pierwsze jest zdecydowanie poniżej, a drugiej powyżej przeciętnego poziomu religijności w naszym kraju, w drugą stronę jest podobnie – wśród województw z największym poziomem przemocy stosunkowo laickie łódzkie sąsiaduje z bogobojnym lubelskim.

Czytelników odsyłam do mojego komentarza dotyczącego cytatu dziewiątego.

 

Cytat dwunasty: „Stawia się znak równości między nienawiścią a krytyką. A jeśli lekarz mówi pacjentowi, że jego styl życia prowadzi do choroby, to nie znaczy, że nienawidzi pacjenta”.

To zdanie zostawiłem na sam koniec, mimo że padło mniej więcej w połowie wczorajszego programu. Nic lepiej nie odzwierciedla  istoty problemu: ks. Oko bez mrugnięcia okiem zrównuje swój zawód z lekarzem. To kpina – medycyna opiera się na faktach, a nie emocjach. Jeżeli lekarz powie nam, że powinniśmy uprawiać więcej sportu, bo to pomoże naszemu sercu – możemy znaleźć tysiące badań, które bezpośrednio lub pośrednio potwierdzą jego słowa. Skorzystanie z tej porady da nam wymierny efekt. Ksiądz może nam zaoferować jedynie kilka bzdur, w które po prostu sam wierzy. Właśnie to widzieliśmy wczoraj w „Kropce nad i”.

Cieszę się, że redaktor Radomski zostawił ten fragment na koniec. Jest bowiem niezwykle soczysty, jeśli chodzi o bezczelną manipulację. Po pierwsze – ks. prof. Oko nie zrównał swojego zawodu z lekarzem i nie ma tutaj żadnej podstawy dla takiego twierdzenia. Jeśli wcześniej w wywiadzie powiedział coś takiego, że ksiądz jest jak lekarz, proszę podać cytat i źródło. W powyższym fragmencie ks. prof. Oko zbudował analogię pomiędzy krytykowaniem czegoś niezgodnego z naturą (wg katolika jest to złe prowadzenie się) w celu pomocy drugiemu człowiekowi, a informowaniem pacjenta o złym prowadzeniu się w celu poprawy jego zdrowia (czyli pomocy). Po drugie – proszę o zaprzestanie manipulacji, jakoby religia katolicka była oparta na emocjach. Już św. Tomasz pisał o fides i ratio, co powtarzał również Jan Paweł II – wystarczy zapoznać się z filozofią chrześcijańską aby wiedzieć, że zbudowana jest na bardzo silnym pierwiastku racjonalnym, zaś fideizm jest potępiany. Brak erudycji w tej kwestii nie uprawnia do rzucania bzdur, w które się samemu wierzy. Właśnie to widzę w tekście redaktora Radomskiego

 

 

fot. http://1.bp.blogspot.com/-y2ybn5id4P4/VJ_UzNv8IdI/AAAAAAAAC2g/UYDje5k0bfE/s1600/pobrane.png

[1] http://industrial.salon24.pl/633429,jan-radomski-pobozne-brednie-ks-oko

[2] radomski.liberte.pl/o-autorze

[3] http://liberte.pl/o-liberte/

[4] http://hartman.liberte.pl/

[5] Mt 7:3-5

[6] http://www.bbc.com/news/health-25961063


Marcin Sułkowski