Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 26 stycznia 2014 przez przegladidei w Rozmaite
 
 

Studeci i wykładowcy – jedna granda

http://www.jaslonet.pl/i/2011/02/uniwersytetdz.jpg
http://www.jaslonet.pl/i/2011/02/uniwersytetdz.jpg

Nie od dawna wiadomo, że w Polsce istnieje presja społeczna, przez którą ludzie absolutnie do tego nie przystosowani, idą na studia. Jest to wynikiem kilku czynników, o których chcielibyśmy jedynie napomknąć, bowiem sam temat jest poważny i bardzo rozległy.

Pierwszą kwestią jest sam system boloński. Dwustopniowe studia, w których pierwszy etap kończy się z tytułem zawodowego licencjata od początku budził kontrowersje. Cóż to bowiem za zawód można wykonywać po 3 latach teoretycznych studiów? Dotyczy to nie tylko humanistów, ale także kierunków technicznych, gdyż te są niestety na stosunkowo niskim poziomie, jeśli porównamy sytuację z uczelniami i rynkiem na zachodzie. Sam system boloński jest tak skonstruowany, aby licencjat, czyli wykształcenie wyższe, zdobyła zdecydowana większość społeczeństwa. Uderza to w charakter studiów, które stały się egalitarne, oraz w efekty kształcenia, o których chyba pisać nie trzeba. Studia nie są już kuźniami talentów i inteligencji. W większości przypadków stanowią przechowalnie dla bezrobotnych miernot, którzy nawet po skończeniu uczelni nie będą w stanie ze swym wykształceniem znaleźć pracy za satysfakcjonującą ich pensję oraz spełniającą ich aspiracje. Jak im się to udało? Ano dzięki temu, że państwowe uczelnie dostają pieniądze za każdego studenta. Nie liczy się więc jakość kształcenia, ale środki, które można uzyskać i utrzymać stanowiska.

Po drugie istotna jest wspomniana wcześniej presja społeczna. Media czy to pod naciskiem lobbies, czy będące efektem degeneracji elit, zaczęły insynuować, że najlepszym kapitałem jest człowiek, którego należy wykształcić. Z tą tezą zgadzamy się, jednak tylko wtedy, gdy doda się następującą kwestię: o ile wykształcenie uwzględnia jego predyspozycje. Nie można przecież robić lekarza czy historyka z kogoś, kto się do tego nie nadaje! Rzeczywistość jednak została ukształtowana w taki sposób, że stwierdzenie w młodym towarzystwie z dużego miasta „nie studiuję, skończyłem zawodówkę” skazuje taką osobę na ostracyzm. Finał jest jednak taki, że kilka lat później ów absolwent szkoły zawodowej często zatrudnia ex-studentów wymyślnych kierunków typu nanotechnologia czy orientalistyka (a Państwo znacie jakieś inne użyteczne kierunki?) jako tanią siłę roboczą. Efektem toku studiów są bowiem ludzie nie tylko niedokształceni, ale również nie mający umiejętności praktycznych i do tego z wielkimi aspiracjami (o czym mówił już S. Kieślowski, lecz nieco ostrzej).

Po trzecie, mimo powszechnej świadomości, że na rynku pracy jest bardzo ciężko i trudno o pracę, wciąż jest powtarzany i utwierdzany mit o zbawiennej roli studiów wyższych w poszukiwaniu pracy. Gdy okazało się, że jeden kierunek nie wystarcza, wykładowcy twierdzili, że należy poszerzać horyzonty, dokształcać się i studiować więcej kierunków. Ta argumentacja była bardzo wygodna, bowiem pozwalała środowisku akademickiemu na poszerzanie jej ad infinitum. Nie masz pracy po 2 kierunkach? Zacznij studiować trzeci, w końcu na pewno się uda!

Co jest jednak w tym wszystkim najzabawniejsze? Że tak naprawdę ani młodzież, ani wykładowcy już nie wierzą w mit potrzeby studiowania. Otwierają się zajęcia, które nie odpowiadają na zapotrzebowania rynku i w normalnych warunkach umarłyby śmiercią naturalną, bądź interesowałaby się nimi garstka pasjonatów, których stać na komfort zgłębiania pewnych problemów. Studenci udają, że będą mieli pracę i zdobywają wiedzę, aby błysnąć przed znajomymi swoimi i rodziców, którzy tkwią w dziwnym letargu elitarności studiowania. Wykładowcy udają, że solidnie uczą i że ich wiedza jest absolutnie niezbędna. Dzięki tej specyficznej symbiozie pracownicy akademiccy trzymają swoje ciepłe posadki a studenci mogą jeszcze kilka lat przebimbać na plecach strudzonych rodziców i podatników. Pragniemy sprawiedliwości dać zadość i przyznać, że oczywiście nadal są wyjątki – zarówno po stronie studentów jak i wykładowców znajdą się pasjonaci, którzy rozumieją prawdziwy sens studiowania, czyli zgłębiania wiedzy, systematycznej pracy nad sobą i budowania elit intelektualnych. Tych jest jednak niestety zaledwie garstka.

 

fot. http://www.jaslonet.pl/i/2011/02/uniwersytetdz.jpg


przegladidei