Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 29 kwietnia 2014 przez Marcin Sułkowski w Kultura
 
 

Psy szczekają, karawana jedzie dalej

http://www.newsweek.pl/g/i.aspx/720/0/newsweek/635200149697577580.jpg
http://www.newsweek.pl/g/i.aspx/720/0/newsweek/635200149697577580.jpg

Zakończył się proces kanonizacyjny św. Jana Pawła II, z czego należy się cieszyć. Mamy świętego, którego wielu z nas mogło doświadczyć bezpośrednio za swojego życia – czy to na pielgrzymce, czy nawet na ekranach telewizorów. Dotknęliśmy tego, co zdarza się bardzo rzadko – mieliśmy do czynienia z kimś, kto niósł świadectwo o Chrystusie w pełnym wymiarze. Co pozostało po ostatniej niedzieli? W sercach katolików radość, w sercach wielu Polaków również dumę ze swojego rodaka. Na ustach niektórych zaś mamy szyderstwa i kiepskie żarty. Kuba Wojewódzki, jak zwykle w swoim tonie robił sobie jaja i narzekał na to, że we wszystkich stacjach telewizyjnych były transmisje z kanonizacji albo wspominki o Janie Pawle II. Jakby wielkim problemem było ruszenie się na spacer czy na kawę ze znajomymi o podobnej linii światopoglądowej. No, ale jak można Kościołowi przywalić, to kij się zawsze znajdzie. Kwestia tylko, czy ten kij nie jest aby nadto sękaty, czyli po prostu mizernej jakości.

Właśnie o tej jakości słów kilka, bo rozsierdził mnie tekst Rafała Kalukina z Newsweeka (por. [1]). W swoim życiu czytałem różne rzeczy – czasami były to wartościowe traktaty filozoficzne, czasami miałkie opowiastki fantasy. Tekst red. Kalukina mogę skwitować jednym słowem – bełkot. Naprawdę próbowałem wczuć się w skórę osoby, która ma inne podejście do spraw wiary, polskości czy samej osoby św. Jana Pawła II, ale czasami zwyczajnie się nie da. Jeśli ktoś bierze sobie za motto twórczości heglowskie zdanie: jeśli fakty przeczą teorii, to tym gorzej dla faktów, to automatycznie uznaję go za osobę niegodną jakiejkolwiek dyskusji. Takie teksty muszą spotkać się z ostrą krytyką i jasnym postawieniem sprawy.

Pokrótce tekst red. Kalukina stawia następujące tezy:

1. Św. Jan Paweł II poniósł porażkę w walce o dusze Polaków. Jego postulaty trafiły na jałowy grunt i zwyczajnie poszły w zapomnienie.

2. Polacy gloryfikują św. Jana Pawła II z powodu małej ilości sławnych rodaków.

3. Jako papież, św. Jan Paweł II „stał okrakiem” pomiędzy postępowcami a konserwatystami, co w efekcie spowodowało „bolesny szpagat”.

Żadna z tych tez nie ma według mnie wartości merytorycznej. Wynikają one jedynie ze szczątkowej znajomości dorobku intelektualnego św. Jana Pawła II, nauczania Kościoła Katolickiego oraz historii pontyfikatu papieża-Polaka. Garść cytatów (pogrubionych) z tekstu red. Kalukina, okraszonych moimi komentarzami powinna pokazać miałkość wywodu.

Poruszał serca, nie umysły Polaków. W zupełności im wystarczało, że – jak bezmyślnie powtarzali dziennikarze relacjonujący tę pielgrzymkę – Jan Paweł II znów „ukazał się” w oknie kurii na Franciszkańskiej. Nie pokazał się, nie stanął – ale właśnie „ukazał”. Niczym Duch Święty, który niczego nie musi mówić, tylko przenika swym bytem wspólną przestrzeń. – Czy naprawdę można tutaj mówić o bezrefleksyjności czy porażce? Jak ślepym trzeba być, żeby nie rozumieć podstawowego faktu, jakim był autorytet św. Jana Pawła II? Samo pojawienie się papieża w oknie na Franciszkańskiej nie miało charakteru głupkowatego i bezmyślnego – nie było obejrzeniem upragnionego idola, ale chęcią jakiegokolwiek kontaktu z przywódcą duchowym, autorytetem moralnym i człowiekiem, na którego w trudnych chwilach Polacy mogli liczyć. Nie jest to też żadna deifikacja postaci papieża – jest to przejaw milczącej zgody wyczekujących przed oknem ludzi z tym, co głosił św. Jan Paweł II. Może i byli tam tacy, którzy robili to impulsywnie i bezrefleksyjnie, nie twierdzę, że nie. Ale to jeszcze bardziej wzmacnia moc autorytetu papieża-Polaka, ponieważ nawet takie osoby poruszył do jakiegokolwiek działania.

O Polakach – Zakompleksiony, spragniony sukcesów naród przelał na niego wszystkie swoje marzenia o wielkości, dziejowej doniosłości, światowym prestiżu. Jakiż to był kontrast, gdy później Joseph Ratzinger zostawał papieżem, a Niemcy obojętnie wzruszyli ramionami na ten splendor. Przemysł pogardy pracuje na piątym biegu. Tłamszenie dumy narodowej poprzez wmawianie małości, śmieszności i braku sukcesów w historii to typowy zabieg „intelektualistów” z lewej strony. Można powiedzieć krótko – psy szczekają, karawana jedzie dalej. Polacy mają na swoim koncie wiele postaci (Chopin, Kopernik, Kościuszko, Puławski), wydarzeń, które stanowiły istotne punkty w historii (pierwsza konstytucja w Europie, aktywność Pawła Włodkowica na soborze w Konstancji, co dało asumpt dla nowego sposobu ewangelizacji pogan) czy wynalazków (kamizelka kuloodporna, enigma) światowego formatu. Nie musimy mieć kompleksów – wystarczy nieco znać historię słynnych Polaków zamiast wmawiać nam miałkość. Co zaś się tyczy reakcji Niemców na wieść o pontyfikacie Benedykta XVI – wystarczy sobie przypomnieć dwa fakty. Pierwszy to spora ilość niemieckich flag na Placu Świętego Piotra oraz tłumy w niemieckich miastach (vide Berlin w okolicach słynnego muru). Drugi to świadomość, że Niemcy to kraj mocno przesiąknięty protestantyzmem oraz islamem – nie można oczekiwać takiej samej reakcji po Niemcach, co po Polakach czy Hiszpanach. Dziwnym trafem, red. Kalukin przemilczał euforię w Argentynie, jaką wywołało ogłoszenie papieżem kard. Bergoglio. No, ale jeśli fakty przeczą teorii, to tym gorzej dla faktów.

Aby przybić szpilkę intelektualnemu dorobkowi św. Janowi Pawłowi II i przy okazji podeprzeć swoją tezę o wyolbrzymianiu jego wielkości przez Polaków, pan redaktor stwierdził krótko, że to, co głosił papież to były Prawdy tyleż słuszne, co banalne. Tak banalne, że do tej pory intelektualne, lewicowe miernoty nie są w stanie pojąć, że miłosierdzie chrześcijańskie nie jest i nigdy nie będzie związane z akceptacją dla homoseksualizmu, aborcji czy eutanazji. Jak widać próba umniejszenia tez papieża-Polaka obróciła się przeciwko całemu środowisku krytykującemu jego nauczanie.

Mówiąc o staniu okrakiem i bolesnym szpagacie miałem na myśli te słowa pana redaktora: A do tego w jego wnętrzu oba główne żywioły również wzięły się za bary. Po jednej stronie posoborowy katolicyzm otwarty, po drugiej ortodoksyjny katolicyzm tradycji, chroniący się przed nowoczesnością. – Pragnę uświadomić pana redaktora, że nie ma czegoś takiego, jak katolicyzm otwarty i ortodoksyjny. Katolicyzm jest jeden i jego nauka oparta jest na NIEZMIENNYCH dogmatach. Podejście niektórych intelektualistów do kosmetycznych kwestii związanych z Kościołem nie może determinować tego, jak pojmujemy nauczanie Magisterium. Taka postawa decyduje tylko o jednym – nie rozumiemy na czym polega katolicyzm i nie przyjmujemy do wiadomości, że to nie jest szwedzki stół. Św. Jan Paweł II wiedział to doskonale, co udowadniał swoimi słowami o aborcji, eutanazji, eugenice oraz homoseksualizmie. Wystarczy sięgnąć do encykliki Evangelium vitae, by zapoznać się bliżej z tym stanowiskiem.

Najgorsza jest jednak sugestia zawarta w tezie, którą zaznaczyłem jako pierwszą i widoczną w tym fragmencie: Lecz gdy przeżycia wyblakły, wspólnota zaczęła się rozpadać. Nauki papieskie poszły w las. Z pokolenia JP II pozostały jedynie niewielkie nisze, pielęgnujące pamięć po swym przewodniku. – Powiedzmy sobie wprost i stanowczo – same w las nie poszły. Laicyzacja, wmawianie tolerancji dla wszelkich zboczeń, seksualizacja, erotyzacja i ogólnie rozsiewana przez media głównego nurtu degrengolada są czynnikami decydującymi w ostatecznym rozrachunku. Prawda jest jednak taka, że to nie jest porażka Jana Pawła II, który oddziaływał na pokolenie z czasów właśnie pana redaktora Kalukina! To właśnie zadaniem pana redaktora i jemu podobnych było szerzenie solidarności, miłości bliźniego i prawdy. To publicyści, celebryci, nauczyciele i wszyscy ci, którzy wpływają na innych mieli dawać świadectwo. To jest wasza porażka – panie i panowie z lewicowego salonu. To wy, za przeproszeniem, skurwiliście to społeczeństwo. Na szczęście jest cała masa młodych ludzi, którzy chcą coś naprawić i próbują to robić. Wy im nie pomagacie. Pomaga im Kościół i także nauczanie św. Jana Pawła II, które zostało w sercach niektórych starszych, ale i na kartach encyklik. Solidarność, której uczył papież-Polak istnieje, wbrew temu, co pisze pan redaktor. Nie w lewicowych periodykach, sejmie czy mainstreamowych mediach. Istnieje we wspólnocie wierzących – tych, którzy są świadomi, na czym polega wiara w Boga i nauczanie Kościoła. I to od nich zależy los przyszłych pokoleń oraz postrzeganie dorobku św. Jana Pawła II.

[1] http://polska.newsweek.pl/jan-pawel-ii-kanonizacja-dziedzictwo-papieza-wojtyly-newsweek-pl,artykuly,283911,1.html

fot. http://www.newsweek.pl/g/i.aspx/720/0/newsweek/635200149697577580.jpg


Marcin Sułkowski