Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 30 września 2016 przez Marcin Sułkowski w Wydarzenia
 
 

O aborcji lewusom

http://bi.gazeta.pl/im/2/7024/z7024012Q.jpg
http://bi.gazeta.pl/im/2/7024/z7024012Q.jpg

O aborcji powiedziano ostatnio niemal wszystko, co było można. Od lat ten spór przypomina konflikt między zwolennikami i przeciwnikami kary śmierci, co prof. Bartula w jednym z programów telewizyjnych opisał jako wojnę w okopach. Jedni i drudzy siedzą w swoich dziurach i strzelają od czasu do czasu tymi samymi pukawkami, niewiele wnosząc do kwestii rozwiązania problemu. I tak część argumentów na rzecz aborcji (ta lewicowa) to najczęściej emocjonalne bzdury, które nie powinny być w ogóle rozważane w dyskursie na temat tak delikatny, jak aborcja. Ale jednak ta dyskusja jest ciągle żywa i na początku warto podkreślić dlaczego. Są według mnie dwa główne powody.

Pierwszy to ten, który powtarzam od wielu lat, czyli przeświadczenie dyskutantów, że jeśli rozmawiamy na temat etyczny czy w ogóle poruszamy kwestie humanistyczne, to każdy może sensownie coś powiedzieć. Nic bardziej mylnego. Fakt, że w etyce nie ma wzorów, jak w fizyce, nie uprawnia laików do wypowiadania się na dany temat. Owszem, wolność słowa istnieje i niech sobie mówią, co chcą, ale w dyskursie publicznym powinny zabierać głos osoby kompetentne i to one powinny wypracować końcowe stanowisko. Zupełnie bez ironii – nawet prof. Środa powinna brać udział w tym dyskursie, ponieważ, było nie było, ma jakieś pojęcie o filozofii i etyce, warsztat etc. Nie żadna Janda (o której później), bowiem jest aktorką czy Szczuka, która jest filologiem, bo ich zdanie jest tak samo fachowe, jak zdanie pana Mietka – mechanika. Janda niech zajmie się graniem, Szczuka językiem a pan Mietek naprawą samochodów. Warto tutaj podkreślić, że hołubiony przez lewicę ideał starożytnej Grecji jako tolerancyjnej, bo rzekomo nawet Platon aprobował homoseksualizm (co nawiasem mówiąc, jest kompletną bzdurą), byłby dla takiej pani Jandy bardzo niekorzystny. Wystarczy poczytać Państwo Platona i zobaczyć jego stosunek do artystów. Mówiąc w wielkim skrócie – aktorzy to odtwórcy i w większości przygłupy, więc niech siedzą cicho, jeśli chodzi o kwestie polityczne i publiczne. Jestem za tym, aby pani Janda zastosowała się do rady Platona, bowiem zwyczajnie bredzi.

Drugi powód to oczywiście status człowieka w poszczególnych fazach rozwoju, czyli od zygoty poprzez zarodek, aż do płodu. Z niejasnych dla mnie przyczyn, lewacy ciągle lawirują, że okres zygoty i zarodkowy to taki zlepek komórek i nic takiego. Bez względu na to, czy jesteśmy katolikami czy nie, czy wierzymy w istnienie duszy, czy nie, jest jeden fakt, który determinuje sąd na temat człowieczeństwa od momentu jego poczęcia, czyli pojawienie się DNA. Już w momencie poczęcia pojawia się kod genetyczny i nie jest to kod świni, konia, komórki czy zlepka, a człowieka. W tym niesamowitym ciągu danych zawarte są informacje na temat chociażby koloru oczu czy ewentualnych chorób genetycznych człowieka. Ów malutki człowiek w ciele kobiety rozwija się zgodnie z DNA, które otrzymał w momencie poczęcia i będzie miał po narodzinach aż do późnej starości i śmierci, jeśli oczywiście jakiś nieszczęśnik nie postanowi go wyskrobać. Nie trzeba powoływać się na metafizyczne przesłanki człowieczeństwa od momentu poczęcia, choć według mnie, są równie istotne, co empiryczne. Tutaj lewacy stają pod ścianą, bowiem fakty przeczą ich obrazowi rzeczywistości, ale uznając za Heglem twierdzą „jeśli rzeczywistość przeczy teorii, to tym gorzej dla rzeczywistości”. Tym samym wymyślają jakieś semantyczne stworki o zlepkach komórek i tym podobne bzdury, które w konsekwencji prowadzą do teorii takich, jak Petera Singera, dla którego dopiero po 3 roku życia pojawia się samoświadomość i do tego momentu można dziecko abortować czy Murraya Rothbarda, według którego dziecko jest odpowiednikiem pasożyta (nic nie daje od siebie i żeruje na naszym organizmie/budżecie) i jeśli chcemy, to możemy je nawet zagłodzić, bo jest naszą własnością. Takie odhumanizowane teorie wynikają właśnie z nieostrego pojmowania człowieka od momentu poczęcia. Jeśli postawimy granicę w innym miejscu, niż właśnie podczas poczęcia, to uruchamia się mechanizm równi pochyłej i pytania: „a może uznamy człowieczeństwo w 2 tygodniu?”, a jeśli tak, to czemu nie w 15 dniu lub 17? To może w takim razie moment narodzin jest decydujący? A czemu nie ten 10 minut przed? Albo po? I tak w nieskończoność. Lewicy jednak jest bardzo wygodnie wprowadzać taki bałagan pojęciowy, bo ogłupionemu człowiekowi można wmówić dosłownie wszystko.

Skoro zapoznaliśmy się z przyczynami, dla których debata na temat aborcji jest ciągle żywa, to chciałbym również napomknąć o konsekwencjach i argumentach lewicy. Jakie są konsekwencje? Ano identyczne, jak na słynnym schemacie przedstawiającym zachorowania na HIV w Afryce, gdzie mniejsza ilość zarażeń jest tam, gdzie daje się wędkę, czyli gdzie ludzi się uczy, uświadamia, zachęca do wstrzemięźliwości, wierności małżeńskiej, higieny i również ewangelizuje, natomiast większa jest tam, gdzie rozdaje się ryby, czyli w tym wypadku prezerwatywy. Dając ludziom możliwość przeprowadzenia legalnej skrobanki, oduczymy ludzi odpowiedzialności. I naprawdę tutaj również nie potrzeba odwoływać się do argumentów metafizycznych, żeby zapędzić lewaka w kozi róg. Wystarczy powołać się na skuteczność działania w skali kilku pokoleń. Jeśli nauczymy człowieka, żeby przed współżyciem używał swojego rozumu, świadomie przewidział, że akt seksualny może prowadzić do ciąży, więc na swoje barki trzeba wziąć ciężar utrzymania dziecka, to mówiąc brzydkim, ekonomicznym językiem, otrzymamy produkt w postaci człowieka odpowiedzialnego i przyzwoitego. Jeśli natomiast damy mu „koło ratunkowe” w postaci aborcji, otrzymamy nieodpowiedzialnego gówniarza, który będzie bez patrzenia na konsekwencje, bzykał się gdzie i z kim popadnie, a po 40-tce jak nieco oleju wleci mu do głowi, stwierdzi, że chce dziecko i będzie się prosił o in vitro. Nie wiem jak czytelnik, ale moim życzeniem jest żyć w świecie ludzi odpowiedzialnych, korzystających ze swego istotowego atrybutu, czyli rozumności, a nie w świecie gówniarzy biegających z penisami niczym zwierzęta folgujące najniższym instynktom i panien wątpliwego prowadzenia się po skrobance.

Tutaj pojawia się jeden z argumentów lewicy o ciąży będącej wynikiem gwałtu. To jest oczywiście tragiczna sytuacja i współczuję każdej kobiecie, która przeszła taki horror. Sęk jednak w tym, że lewica powołując się na ten argument, nie patrzy tak naprawdę na dobro kobiety, tylko próbuje uzyskać aprobatę dla aborcji choćby w tym punkcie, aby łatwiej było walczyć o inne. Ot taka metoda małych kroczków. Gdyby bowiem lewica faktycznie troszczyła się o ofiary gwałtu, to powołując się na ich traumę, powinny również dopuszczać eutanazję na życzenie ofiary. Jest masa kobiet, które mają tendencję samobójcze po gwałcie, nawet bez ciąży. W związku z tym, w imię troski mamy dać im cyjanek? Nie tak to powinno wyglądać. Owszem – kobieta zgwałcona i w ciąży może odczuwać traumę, którą potęguje owa ciąża, ale należy sprawę rozpatrzeć pod nieco innym kątem. Po pierwsze, czy jeśli gwałciciel miał czerwony sweter, należy zabronić czerwonych swetrów, bo wywołują one traumę u ofiary? Nie, należy starać się złagodzić ową traumę i pomóc ofierze w inny sposób. Po drugie, zgodnie z tym, co pisałem wcześniej, taka kobieta nosi w sobie człowieka. I to człowieka, który również jest ofiarą gwałciciela. Nie znam żadnego systemu prawnego, w którym to ofiara, a nie sprawca, ma odpowiadać za przestępstwo. Nie wolno karać dziecka w takim wypadku, bowiem, mając oczywiście na uwadze stan psychiczny kobiety, dziecko jest niewinne. Po trzecie, nikt nie każe ofierze gwałtu wychowywać dziecka. Jest mnóstwo par, które z chęcią przygarną malca i stworzą mu dobry dom, a przypadków ciąży z gwałtu nie jest wcale tak dużo. Po czwarte, znane są przypadki traumy poaborcyjnej. Czemu robić z ofiary gwałtu królika doświadczalnego i pozwalać na akt, który może przynieś kolejną traumę w jej życiu? Kto weźmie odpowiedzialność za doprowadzenie do takiej sytuacji? Zapewne nie pani Janda czy Szczuka.

Ważne jest także sprostowanie kształtu ustawy aborcyjnej, bowiem w lewackich mediach regularnie przewija się bzdurny argument o rzekomej chęci zabijania matek-aborcjonistek nawet w przypadku, gdy ciąża będzie zagrażała życiu matki. Jest to wierutną bzdurą, która wyjaśniona została wiele miesięcy temu! Kto nie wierzy, niech przeczyta: http://www.ordoiuris.pl/falszywe-informacje-o-projekcie-komitetu-stop-aborcji-,3767,i.html

Co jednak jest najbardziej irytujące jeśli chodzi o całą otoczkę sprzeciwu wobec aborcji, to ciągłe powtarzanie tego samego idiotycznego sloganu o wolności i rzekomym życiu w państwie kościelnym. Nie pierwszy raz w swoim tekście pytam wprost: czy ktoś, kto nie jest pijany, naprawdę jest tak głupi, żeby wmawiać Polakom, że żyją w państwie katolickim? Na witrynach kiosków widnieją „świerszczyki”, w aptekach można kupić tabletki antykoncepcyjne i wczesnoporonne, sex-shopy mnożą się jak grzyby po deszczu, prezydentem Słupska jest homoseksualista, w mediach brylował niedawno wypacykowany gej-ksiądz Charamsa a w poprzedniej kadencji Sejmu był transwestyta. No faktycznie katolicki zamordyzm pełną gębą. A co z tą wolnością? No cóż, ona nadal jest. I prawdziwa wolność zawsze jest związana z odpowiedzialnością. Nikt nie broni lewakom 100% skutecznej metody, jeśli chodzi o brak ciąży. Istnieje sterylizacja. Tyle tylko, że lewica chciałaby zjeść ciastko i mieć ciastko, a tak się, na szczęście, nie da. W związku z tym, albo stawiamy na społeczeństwo ludzi rozumnych, czyli społeczeństwo odpowiedzialne, albo na wolnych w świetle myślenia lewackiego. Jeśli to drugie, to ja kategorycznie jestem zniewolony obecnym prawem, które zabrania mi bez konsekwencji strzelać do kretynów i żądam, aby lewica w końcu zrobiła coś z tym katolickim zamordyzmem!

fot. http://bi.gazeta.pl/im/2/7024/z7024012Q.jpg


Marcin Sułkowski