Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 26 stycznia 2014 przez przegladidei w Polityka
 
 

Mistrzowie iluzji


Musimy nauczyć się posługiwać bronią wroga,

jednak z należytym obrzydzeniem.

Nicolas Gomez Davila

Zapewne w swoim życiu widzieliście Państwo różne sztuczki kuglarskie, iluzjonistyczne czy akrobatyczne. Znikające przedmioty, kobiety z brodami czy potrójne salta są dosyć widowiskowe, ale możecie nam Państwo uwierzyć, że nie są to najlepsze „tricki”, z jakimi mamy do czynienia. Są one chwilowe i dlatego robią takie gwałtowne wrażenie. Istnieją jednak sztuczki znacznie bardziej zaawansowane i wyszukane. Oddziałują bowiem nie na zmysły, a na psychikę. Do tego fałszują rzeczywistość w sposób długotrwały, a nie chwilowy. Można zadać zatem pytanie, kto jest mistrzem iluzji? Postaramy się na nie znaleźć satysfakcjonującą odpowiedź.

Gdy w 1789 roku we Francji wybuchła rewolucja, społeczeństwo było motywowane różnymi hasłami. W szkołach uczy się, że głównymi były trzy: wolność, równość oraz braterstwo, przy czym ogromną wagę przykłada się jedynie do pierwszych dwóch, trzecie traktując nieco po macoszemu. A to jednak nie libertyńska wolność obyczajowa czy równość wszystkich wobec wszystkich (równość wobec prawa była znana już w starożytności, a dzięki chrześcijaństwu wprowadzona również w niższych warstwach) pociągnęły masy. To właśnie skromne i last, but not least braterstwo odegrało rolę kluczową. Gdy mówimy o braterstwie, zapominamy o kwestii istotnej, jaką jest poczucie wspólnoty. Aby zrozumieć oddolny ruch rewolucyjny w tamtych czasach należy pamiętać, że jedyną wspólnotą, jaką ówcześnie znano, była wspólnota wyznaniowa. Nie istniało jeszcze pojęcie narodu w jego nowożytnym (do dziś używanym) sensie. Jednakże architekci rewolucji francuskiej nie zamierzali uderzać w ton religijny – to kłóciło się z rozluźnieniem obyczajów. Należało więc zbudować poczucie wspólnoty, które byłoby równie silne, co wiara i jednocześnie opozycyjne dla niej. Tak oto powstało nowożytne poczucie przynależności do narodu. Dobry rewolucjonista był najpierw francuzem, a nie chrześcijaninem. Był przekonany, że jego kraj i naród potrzebują zmian, więc znalazło się miejsce dla pobudek patriotycznych rozumianych nie jako dobro rodziny, wiary czy lokalnej ludności, którą się znało. Racja stanu przybrała charakter stricte narodowy.

Teraz przenieśmy się w czasy obecne. Różnica 220 lat, a wszystko się zmieniło. Ta sama formacja ideologiczna, która targnęła się na „wolność” i „równość” pod sztandarem dobra narodu, jest obecnie naczelnym krytykiem patriotyzmu i poczucia narodowego (choć oczywiście należy pamiętać, że na zachodzie grupy antynarodowe powstawały często w oparciu o siatki wpływów Związku Radzieckiego, co nieco zmienia optykę). I to jest dopiero sztuka! Na przestrzeni dwóch stuleci odwrócić kota ogonem tak, aby uwierzyły w tę sztuczkę masy, to nie lada wyczyn. Lewica przypięła prawicy łatkę faszystów, narodowców i innych zwyrodnialców, podczas gdy tak naprawdę sama ukuła ideę państwa narodowego. Przypominamy, że prawicowcy, czyli obóz konserwatystów, w czasach rewolucji francuskiej nawoływali do powrotu do ancieme regime, rozumianego jako christianitas z władzą królewską na czele. A czy w średniowieczu walczono pod sztandarami narodowymi, czy państwo było jednak zbitkiem zależności feudalnych, interesów oraz poczucia wspólnoty w wymiarze czysto ludzkim i religijnym? Odpowiemy nie-wprost: zapewne sztuczka lewicy jeszcze się nie skończyła i być może dowiemy się, że już Mieszko I propagował idee nacjonalistyczne, a faszysta Roman Dmowski jedynie je rozszerzył. Mamy jednak pewność co do jednego – lewica czarując rzeczywistość i korzystając z nieczystych zagrań, jest bardzo wymagającym przeciwnikiem.

Owe wolty światopoglądowe wynikały przede wszystkim z sytuacji politycznej. Gdy przydatne było pojęcie narodu (rzecz jasna w zniekształconej formie), lewica chętnie po nie sięgała (vide Republika we Francji, III Rzesza w Niemczech). Gdy zaś naród stał na przeszkodzie ekspansji ideałów lewicowych w jakimś państwie (vide USA w pierwszej połowie XX wieku, Polacy w drugiej połowie XX wieku – w obu przypadkach chodzi nam o działania Związku Radzieckiego) rozpoczynano nagonkę na „nacjonalizm” oraz działania mające na celu demoralizacje samego narodu.

Lewica jest formacją destrukcyjną. Burzy zastany porządek w imię stworzenie nowego, ale poza ogólnymi hasłami nie ma żadnego faktycznego programu. Burzy zastaną cywilizację, ale nie buduje nowej. Ogólne hasło braterstwa (czy jego współczesne wariacje takie jak: tolerancja – która nie ma już nic wspólnego z faktyczną tolerancją – czy neutralność światopoglądowa ­– która polega na wyrugowaniu ze sfery publicznej wszelkich przejawów starego porządku) nadaje się do tego wyśmienicie.

A w samej kwestii narodu, kończąc już nasze uzasadnianie, nasuwają się tylko dwie myśli. Pierwszą wyraziliśmy w motcie. Narodu w jego normalnej, zdrowej formie trzeba bronić. Druga natomiast została najlepiej wyrażona przez Mariusza Maxa Kolonko w wywiadzie na Onecie w następujących słowach: Czytam w polskiej prasie artykuł jakiegoś dupka: „Narodowcy wyszli na ulice”. Jak jakieś hitlerjugend. Kto te bzdury pisze? Kim jest ten pajac dziennikarski, który rozumie świat na opak? Kto go zatrudnia? W Ameryce tacy „narodowcy” to zwykli mieszkańcy Ameryki.

A że z tezami jakiegoś dupka nie warto dyskutować, kończymy w tym miejscu, życząc Państwu, byście w swoich przemyśleniach, na jakikolwiek temat, pojęcia ukute w pustych głowach lewicowych propagandzistów zostawiali na boku.

 

fot. http://chalcedon.edu/_media/uploads/images/article_images/politicalillusion.jpg


przegladidei