Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 21 lutego 2014 przez Marcin Sułkowski w Rozmaite
 
 

Karygodne wymagania pewnego profesora

http://www.stepbystep.com/wp-content/uploads/2013/04/Difference-Between-Diploma-and-Associate-Degree3.jpg
http://www.stepbystep.com/wp-content/uploads/2013/04/Difference-Between-Diploma-and-Associate-Degree3.jpg

Tragedia szanowni Państwo. Jak mogło do tego dojść, żeby wykładowcy uczelni wyższych śmieli czegokolwiek wymagać od studenta? I to jeszcze studenta prawa! Jest to karygodne i sprawa kwalifikuje się do mediów. Zapewne tak mniej więcej pomyślała pewna studentka prawa z Unwiersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, gdy pisała swoje histeryczne wypociny do portalu gazeta.pl (por. [1]). Pozwolę sobie zacytować fragment listu, który jest reprezentatywny dla jego całości: Chodzi konkretnie o egzamin z Teorii i filozofii prawa, który jest przeprowadzany przez dra Wojciecha Dziedziaka. Na domiar wszystkiego jest to egzamin, który odbywa się już na 5. roku w semestrze zimowym (tylko dotknąć i mamy upragnionego mgr). Rozumiem jeśli to byłby przedmiot, który pomógłby nam w późniejszej karierze zawodowej, aczkolwiek nauka o św. Tomaszu z Akwinu, szkole Platońskiej czy innych koncepcji już nieaktualnych jest po prostu bezsensowna.

Już sam styl i forma wypowiedzi przerażają, ponieważ mamy do czynienia z osobą, która ukończyła 5 lat studiów prawniczych – jeśli taki ma być poziom adwokatów, sędziów czy prokuratorów w Polsce, to możemy się spodziewać jeszcze większych kuriozów w systemie sprawiedliwości (jakbyśmy teraz mieli ich mało). Ja doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, który jest powszechnie znany – studenci prawa poszli na kierunek, który uważany jest za elitarny i oczekują szybkiego przejścia przez studia, aby zacząć „trzepać grubą kasę”. Niestety rzeczywistość jest zupełnie inna – ten elitarny kierunek to zwyczajna zawodówka polegająca na wkuwaniu na pamięć kodeksów. Różnica między faktyczną zawodówką a zawodówką prawniczą jest taka, że po tej pierwszej mamy konkretne umiejętności, które możemy przekuć na wytwarzane dobra. W przypadku studiów prawniczych, mamy jedynie wiedzę pamięciową, której przez braki w praktyce i umiejętności analitycznego myślenia czy wnioskowania, absolwent często nie jest w stanie nawet wykorzystać. Dodatkowo dochodzi frustracja związana z rynkiem pracy – miały być wielkie pieniądze, a jeśli nie ma się „cioci w sądzie” lub „wujka w rządzie”, ciężko jest „wbić się” w zamknięty prawniczy klan, dlatego podziela się los absolwentów pedagogiki czy socjologii. To wszystko faktycznie może prowadzić do następującej konkluzji: wina leży po stronie wykładowców, którzy uczą rzeczy bezsensownych i do tego wymagają wiedzy!

Dzięki listowi, który przesłała rozgoryczona studentka mamy doskonały obraz polskiego absolwenta szkoły wyższej (nie tylko prawa). Jest to zwykły leń i obibok, który swoją roszczeniową postawą do życia stara się zmienić rzeczywistość. Dawniej student prawa, czy jakiegokolwiek kierunku humanistycznego, był faktycznie tzw. człowiekiem renesansu, humanistą pełną gębą. Zgłębiał tajniki logiki, filozofii i historii, ponieważ te dziedziny uczą przydatnych umiejętności poprzez praktykę, doświadczenia poprzedników i narzędzia intelektualne. Twierdzenia, jakoby uczenie się o starożytnych było bezsensowne, jest przykładem na to, z jakimi ignorantami mamy obecnie do czynienia. Taki jest jednak efekt egalitaryzacji studiów i trzeba w końcu zacząć mówić to głośno – studia nie są dla wszystkich. Powinny być one kuźnią elit intelektualnych, a nie taśmą produkcyjną dla bezmyślnych mas z aspiracjami do uzyskania dyplomu. Jeśli nie zmienimy trendów, spotka nas los Austrii, w której liczba doktorantów i doktorów jest porównywalna z naszymi obecnymi wykształciuchami.

[1] http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,15491628,Studentka_prawa__Na_egzaminie_trzeba_znac_autorow.html#LokKrajTxt

fot. http://www.stepbystep.com/wp-content/uploads/2013/04/Difference-Between-Diploma-and-Associate-Degree3.jpg


Marcin Sułkowski