Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 26 stycznia 2014 przez przegladidei w Polityka
 
 

Jak na naszych oczach zdechną uniwersytety


Trzeba o tym napisać, żeby w tej sprawie mieć jasność. Uczelnie wyższe zdechną. Nie za 50 lat. Nie za 20. Zdechną za maksymalnie 10. Opisanie sytuacji w całej złożoności jest przedsięwzięciem niezwykle ambitnym. Trzeba bowiem skupić się na następujących czynnikach: demografia, system finansowania, system pożytkowania tych pieniędzy. Wszystko zaś musi być wpisane w ogólny kryzys ekonomiczno-kulturowy. Weźmy dziś
na warsztat sprawy demograficzne. Najbliższe lata będą pod tym względem szczególnie interesujące.

W tym roku na studia ruszył dzielnie rocznik 1994. W roku 94’ na świat przyszło (zgodnie
z danymi GUS) 485098 dzieci. W przyszłym roku szturm w obręby akademii podejmie rocznik 95’, rocznik, w którym na świat przyszło 436312 dzieci, czyli blisko 50tys. mniej. Żeby ukazać jak duża jest to tragedia dla uczelni wyższych przypomnijmy (pisaliśmy już
o tym tu: [1]) ilu studentów jest w ogóle. Otóż CAŁY Uniwersytet Jagielloński, czy Warszawski to 51 tys. studentów. Uniwersytet Wrocławski to 31tys.

Oczywiście to, że w kolejnym roku ubędzie 50tys. potencjalnych studentów mniej, nie oznacza, że któryś z Uniwersytetów się zamknie. Starsze roczniki już studiują, dając dość dużą stabilność przez pięć lat. Spójrzmy zatem jak ta stabilność będzie spadać:

1996 – 431211urodzeń

1997 – 415166 urodzeń

1998 – 398103 urodzeń

1999 – 384379 urodzeń

Spadek jest dość mocno widoczny. Rocznik 99’ jest o 100tys. osób mniej liczny niż 94’.
W międzyczasie zamknie się wiele kierunków. Będą one bowiem nierentowne. Rentowność kierunku w polskim systemie polega na utrzymaniu dużej liczby studentów, za którymi idą pieniądze z ministerstwa. Oczywiście taka rentowność nie ma nic wspólnego z normalną rentownością, czyli wytwarzaniem zysku, ale to temat na później.

Spadająca liczba studentów, to spadające wpływy. Wydatków natomiast nikt nie tnie. W taki sposób rodzi się dług, który jest już sporym problemem wielu uczelni (por. [2]). Podobno wyjątkowo złą sytuację ma Uniwersytet Łódzki, który ma 3 mln. długu. Po zasięgnięciu języka w środowisku, dług osiągnął już podobno 10 mln. Oficjalnie opublikowanych danych jednak nie udało nam się znaleźć, więc informację pozostawiamy do zweryfikowania.

Cały problem wziął się z wadliwego systemu finansowania uczelni wyższych. Otrzymują one bowiem pieniądze za kształcenie studenta. Nie otrzymują jednak tych pieniędzy od studenta,
a od ministerstwa (które rzecz jasna nie zrywa ich na drzewach, tylko odbiera wszystkim
w postaci podatków – również tym, którzy na studia nie poszli). W takiej sytuacji niż demograficzny jest niczym innym jak przyłożeniem pistoletu do głowy uczelni.

Wystrzałem natomiast jest ogólna sytuacja gospodarcza. Bezrobocie sięgające 14%, oraz spadające obroty firm to rzecz jasna spadające wpływy do budżetu. Już w tej chwili Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramachcięć w resortachzmniejszyło wydatki na naukę i akademie o 287 mln złotych (por. [3]). Co interesujące, cięć w pensjach nie będzie, a przynajmniej nie są zapowiadane. Trzynastki i wczasy pod gruszą zostały więc uratowane. Związki zawodowe środowisk akademickich mogą spać spokojnie. Choć raczej nie będą,
tu i ówdzie trwają (podobno) właśnie negocjacje ze związkami w sprawie podwyżek. Gdy tylko uda nam się potwierdzić te informacje damy znać.

Tak czy inaczej na horyzoncie widać już koniec. Łączna liczba osób urodzonych w latach 90 – 94 to: 2604590. Są to roczniki obecnie studiujące. W latach 95 – 99 na świat zaś przyszło: 2065171. Czyli blisko 600tys. Mniej. W roku akademickim 2011/2012 na uczelniach wyższych uczyło się od 1,7 mln do 1,9 (różne źródła różnie podają). Oznacza to, że od 700tys. do 900tys. ludzi, którzy byli w odpowiednim wieku nie poszli na studia. Jeżeli tendencja ta utrzyma się za pięć lat będziemy mieć 1 – 1,2 mln studentów. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa wyższego wspomina, że spadek ów dotyczyć będzie najbliższej dekady, a więc dwukrotnie dłuższego czasu, niż ten, o którym my wspominamy (por. [4]). By dać zadość p. min. Kudryckiej wspominamy tylko, że w okresie 2000 – 2004 na świat przyszło: 1816918 osób. Oznacza to, że liczba studentów spadnie poniżej miliona. Być może będzie nawet dwukrotnie mniejsza niż obecnie. Połowa uczelni jest więc do kasacji w ciągu najbliższych dziesięciu lat.

Ponieważgroskierunków studiów nie przygotowuje pracujących tamnaukowcówdo żadnej pracy, poza pracą skryby w bibliotece, możemy się spodziewać całkiem miłej i elokwentnej obsługi na kasach w supermarkecie. Pracownicy uczelni technicznych poradzą sobie zapewne nieco lepiej niż ich koledzy z uniwersytetów, ale sądząc po stanie gospodarki, nie znacznie lepiej. Bo po co komu profesor zajmujący się elektroniką, skoro nie ma pieniędzy na rachunek za prąd?

 

[1] przegladidei.salon24.pl/489281,bandy-wyksztalciuchow-pracujace-u-band-analfabetow

[2] forsal.pl/artykuly/639471,uczelnie_maja_problem_jest_za_malo_studentow.html

[3] www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,396377,kudrycka-resort-nauki-zaoszczedzi-287-mln-zlotych.html

[4] www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,396397,raport-mnisw-w-10-lat-liczba-studentow-w-polsce-spadnie-o-400-tys.html

 

 


przegladidei