Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 22 lutego 2014 przez Balthasar Colbert w Polityka
 
 

Gdy w domu sąsiada się biją…

ukraina
ukraina

W zwykłych warunkach biegniemy na pomoc sąsiadowi. A w warunkach politycznych, które nigdy nie są zwykłe? Tu już sprawa wygląda inaczej i nie tak prosto. Jak powinniśmy zachować się gdy w graniczącym z nami państwem trwa rewolucja? Istnieją dwie odpowiedzi na to pytanie. Pierwsza mówi o sposobie zachowania, które właściwie nie występuje w polskiej polityce, druga zaś o tym czym jesteśmy tak przesiąknięci, że wpływa to na nasze myślenie w każdej kwestii.

Tym sposobem, który przenika nas do szpiku kości jest nasz rodzimy mesjanizm. Ten romantyczny paradygmat sprawia, że wszystkich ocen dokonujemy w perspektywie rewolucyjno-moralnej. Tam gdzie lud występuje przeciw władzy, tam jest nasze poparcie. Samo w sobie nie jest to jeszcze tragedią, zwłaszcza gdy dotyczy postaw indywidualnych. Gdy przemienia się w główną doktrynę polityczną państwa staje się jednak niebezpieczne. Nawet uzasadniona moralnie rewolucja przeciw tyranowi, która wybucha u któregoś z naszych sąsiadów nie musi być koniecznie zgodna z polską racją stanu.

Odpowiedzią na taką sytuację jest tzw. realizm polityczny. Głosi on bowiem, że każda sytuacja w polityce międzynarodowej powinna być rozpatrywana tylko i wyłącznie w kategoriach naszego interesu. Takie postawienie sprawy w przypadku indywidualnej postawy może wydawać się niemoralne i cyniczne, ale w przypadku polityki jest wymagane, jeżeli nie chcemy ciągle przegrywać. Należy zatem myśleć realistycznie.

Kogo więc poprzeć na Ukrainie? Tego kto zwycięży, by potem móc robić z nim korzystne dla nas interesy. Pewne grupy są z powodu tych interesów od razu wyłączone z naszego poparcia (np. nacjonaliści ukraińscy). Co dokładniej zatem zrobić? Popierać obie strony (prorosyjską i proeuropejską), ale w sposób niejawny. A potem dokonać jawnego poparcia tej, która będzie miała pewne zwycięstwo (tą pewność powinniśmy mieć wcześniej niż oni). Po drodze należy odsunąć nacjonalistów i ludzi zbyt oddanych Moskwie – z nimi nie będzie można prowadzić normalnych interesów. Ponadto należy ufundować dla kilku tysięcy młodych Ukraińców stypendia na polskich uczelniach wyższych (niech na Boga, się wreszcie do czegoś przydadzą!). W trakcie tych studiów, część powinna zostać szpiegami, a reszta powinna zakochać się w Polsce. Część z nich powinna dostać pracę w filiach polskich firm na Ukrainie. Ich pensje muszą być wyraźnie wyższe niż ich kolegów, którzy studiowali u siebie. W ten sposób zbudujemy sobie trwałe poparcie i sympatie w tym kraju. Szpiegów, czy agentów należy pchnąć do działalności publicznej.

Takie to długofalowe plany. Można też prościej, do czego szykują się chyba Węgrzy i Rumuni… [1].

 

[1] http://narodowcy.net/europa-i-swiat/8870-rumunia-i-wegry-szykuja-sie-do-rozbioru-ukrainy

fot.c http://pl.wikipedia.org/wiki/Ukraina


Balthasar Colbert