Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 26 stycznia 2014 przez przegladidei w Polityka
 
 

Demokracja czy „demokracja”? – czyli świat stanął na głowie.

http://southernnationalist.com/blog/2011/02/22/democracy-versus-liberty/
http://southernnationalist.com/blog/2011/02/22/democracy-versus-liberty/

O tym, że sprawowanie urzędów państwowych wiąże się z ogromną odpowiedzialnością wiedzieli doskonale już starożytni. Z tego też powodu nie dopuszczali oni do władzy kogo popadnie, lecz decydował o tym cenzus, np. należało mieć własne domostwo, którym sprawnie się gospodarowało, co było dowodem umiejętności organizacyjnych. Niestety egalitarne podejście do demokracji wywróciło wszystko do góry nogami, co odbiło się ze szkodą na jakości kandydatów oraz kwalifikacji wyborców.

Za protoplastów demokracji uznaje się starożytnych Greków. Jest to jednak uproszczenie, z którym nie możemy się zgodzić, gdyż jedyna zbieżność między starożytnym i dzisiejszym kształtem demokracji jest w fakcie istnienia wyborów. Gdyby obywatelowi ówczesnych Aten zasugerowano, że owszem może głosować, ale na kandydatów, których albo nie zna w ogóle albo zna jedynie z plakatów i programu składającego się wyłącznie z obietnic, zapewne spotkałoby się to z sugestywnym pukaniem palcem w czoło. Było bowiem nie do pomyślenia głosowanie na kogoś, kto nie zasłużył się niczym dla swojego państwa-miasta. Obywatel najpierw robił coś dla swojego polis i jego mieszkańców a dopiero później ubiegał się o stanowisko. Działały tutaj dwie siły, które regulowały grecką demokrację – poczucie obywatelskiego obowiązku ze strony wyborców, którzy znali sytuację swojego miasta (mimo braku dostępu do mass-mediów, w tym rzecz jasna Internetu) oraz wewnętrzny głos sumienia kandydata, który traktował piastowanie urzędu za coś honorowego, co wyrażało się m.in. nie pobieraniem pensji, czy innego wynagrodzenia za pełnioną funkcję.

Dzisiaj możemy w większości przypadków jedynie pomarzyć o politykach będących ludźmi honoru, pragnących dobra swojego kraju i jego obywateli. W momencie, w którym głos dano wszystkim, demokracja przerodziła się w festiwal kłamstwa i teatr obłudy. Na deskach stają ubrani w gronostaje fałszywi Midasowie roztaczający wizję złotych wysp, widownia natomiast przeżywa ekonomiczne katharsis – najpierw rozsądku, potem portfela. Gdy aktor wyspę, pokaże słupki statystyczne, zapewni o słuszności swoich wyliczeń, co potwierdzą inni aktorzy, również kreujący obraz rzeczywistości (media, celebryci), tłum zostaje uwiedziony. Jest jednak tworem na tyle chaotycznym i dynamicznym, że wystarczy inny obraz, który będzie wywoływał silne wrażenie (np. darmowy dostęp do Internetu), że część owego tłumu przestanie patrzeć na złotą wyspę jako obiekt pożądania i zmienią swoje preferencje dotyczące ulubionego aktora. Ta technokratyczna metoda operowania obrazami, czyli pustymi obietnicami popartymi wizualizacjami, doskonale sprawdza się w Stanach Zjednoczonych, gdzie jeden fotomontaż czy kaczka dziennikarska potrafią zepsuć długotrwałą i owocną kampanię. Obawiamy się jednak, że w co raz większym stopniu kampanie wyborcze w Polsce oparte są na podobnych zabiegach.

Nie łudzimy się, że uda się wprowadzić ustrój, w którym cenzus intelektualny pozwalałby na uniknięcie wpływu brzydkich manipulacji podczas wyborów. Mimo że ludzie w Polsce nie są zainteresowani polityką i nie chcą uczestniczyć w aktywnościach obywatela demokratycznego państwa (świadczyć o tym może frekwencja podczas wyborów), trudno będzie ich przekonać, aby oddali swoje prawo głosu. Post-oświeceniowa rzeczywistość wmówiła człowiekowi, że jego prawem jako człowieka jest prawo głosu. Niestety tłum nie zauważa, że prawo do czegoś nie jest tożsame z koniecznością sprawnego wykorzystania tego prawa. Jedyne co możemy w tej sytuacji doradzić to przemodelowanie prawa wyborczego w taki sposób, aby kandydaci musieli piąć się po poszczególnych szczeblach legitymizując swoją pozycję wcześniejszymi dokonaniami. Nie wierzymy bowiem w przenikliwą analizę ludu, który natchniony dziejową mądrością czy dobrotliwą naturą dzikusa, wybierze odpowiedniego urzędnika w oparciu o jego obietnice.

 

fot. http://southernnationalist.com/blog/2011/02/22/democracy-versus-liberty/


przegladidei