Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
1
Opublikowane 28 stycznia 2014 przez Marcin Sułkowski w Polityka
 
 

Demograficzne bzdury

http://us.123rf.com/400wm/400/400/bobyramone/bobyramone1104/bobyramone110400075/9426261-demografia-populacji-symbolu.jpg
http://us.123rf.com/400wm/400/400/bobyramone/bobyramone1104/bobyramone110400075/9426261-demografia-populacji-symbolu.jpg

Problem demografii dotyka Polski od kilku lat a politycy jak nie mieli, tak nie mają sensownego pomysłu na poprawę sytuacji. No, ale nie ma się co dziwić, skoro „przy korycie” są albo socjaliści-ideowcy (tak, jak prezes PiS, o którym później), albo zwyczajne cwaniaki, którzy węszą możliwość łatwego zarobku. Jedni i drudzy proponują interwencjonistyczne rozwiązania problemu małej liczby urodzeń w stosunku do sporej liczby zgonów, czyli dawanie ryby zamiast wędki.

Lider opozycyjnej partii – prezes Jarosław Kaczyński, którego uważam za socjalistę ideowego, zaproponował kolejny „świetny” pomysł (por. [1]). Otóż należy dawać co najmniej 500 zł na jedno dziecko, co miałoby pomóc w jego utrzymaniu i wyrównać szanse biedniejszych, których jest jednak więcej, niż zamożnych.

Ręce opadają, jak słucha się takich propozycji od jednego z bardziej doświadczonych polityków na polskiej scenie. Konsekwencje wprowadzenia takiego dodatku będą opłakane zarówno dla podatników, jak i samych dzieci! Te 500 zł trzeba przecież skądś wziąć, co zapewne będzie się wiązało z kolejną podwyżką podatków. Nie wierzę, że prezes Kaczyński znacząco zredukuje liczbę urzędników, czy też uda mu się wygospodarować kolejny miliard złotych w budżecie (rocznie rodzi się ok. 200 000 dzieci, więc w skali roku wychodzi dokładnie 1.2 mld zł na sam „dodatek”). Pozbawiając podatnika kolejnych środków, te 500 zł będzie marnym zadośćuczynieniem, które jedynie pogłębi naszą dziurę budżetową.

Kolejną kwestią jest to, kto będzie korzystał z takich dodatków. Śmiem twierdzić, że ludzie odpowiedzialni decydują się na dzieci w momencie, kiedy mogą je utrzymać. Takie osoby nie robią z siebie za przeproszeniem „dziadów” i nie biorą zasiłków od państwa. Pamiętają bowiem, że rodziny w latach 50-tych, kiedy powojenna rzeczywistość była ciężka, dawały sobie radę nawet realizując model wielodzietny. Do tego dochodzi fakt, że część z odpowiedzialnych rodziców jest świadoma, że państwo aby dać dodatek, musi najpierw komuś zabrać. W konsekwencji skończy się tak, że z dodatków najchętniej będą korzystali ludzie z tzw. marginesu społecznego. Dodatkowe 500 zł jest nie lada sumką, jeśli pije się alkohol nieznanego pochodzenia. Prezes Kaczyński będzie więc miał na sumieniu tysiące dzieci z patologicznych rodzin, które zostały poczęte tylko po to, aby rodzice uzyskali dodatkowe pieniądze. Gdy przestaną otrzymywać ów dodatek, dzieciaki wylądują na ulicy, albo w domach dziecka, które niestety mają negatywny wpływ na kształtowanie porządnych obywateli. A przypominam, że domy dziecka utrzymywane są najczęściej z… budżetu państwa.

W takim wypadku mam smutną wiadomość. Nie dość, że słupki skoczą co najwyżej minimalnie, to dodatki na dzieci skończą się jeszcze większymi wydatkami państwa, powiększeniem dziury budżetowej, promowaniem zachowań patologicznych i krzywdzeniem dzieci, które nie odnajdą się w społeczeństwie. Pomyśleć, że PiS-owi nadal rośnie poparcie…

[1] http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15300112,Kaczynski__500_zl_na_jedno_dziecko__by_Polska_byla.html

fot. http://us.123rf.com/400wm/400/400/bobyramone/bobyramone1104/bobyramone110400075/9426261-demografia-populacji-symbolu.jpg


Marcin Sułkowski