Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 1 lutego 2014 przez Balthasar Colbert w Polityka
 
 

Darmowe podręczniki…

stare_ksiazki
stare_ksiazki

Premier Tusk ogłosił, że już od 2014 roku uczniowie podstawówek otrzymają darmowe podręczniki (por. [1]). Kosztować to ma 10 mln zł (znając życie kosztować to będzie jakieś od 5 do 10 razy więcej). Jak zwykle w przypadku redystrybucji – płacą wszyscy, korzystają nieliczni, ale to zostawmy, jest tu bowiem problem nie mniej istotny, a być może, że znacznie poważniejszy.

Jeżeli różne szkoły posługują się różnymi podręcznikami mamy do czynienia z pluralizmem metod i podejść. Pewne szkoły stają się zatem elitarne, a inne nic niewarte. Zależy to od wielu czynników (takich jak kadry,  lokalizacja, umiejętność pozyskiwania środków itd.), a jednym z nich jest dobór podręczników. Dzięki tego typu pluralizmowi błędy, których dzieci nauczyły się z pewnych podręczników są korygowane przez ich kolegów z innych szkół, uczących się w oparciu o inne podręczniki. Taka sytuacja dotyczy rzecz jasna nauk humanistycznych, gdyż tylko w nich opinie (no przynajmniej gdy mówimy o poziomie elementarnym) odgrywają kluczową rolę. Jeżeli idzie o nauki matematyczno-przyrodnicze podręczniki mogą być lepsze, albo gorsze w zależności od tego jak dobrze z nich się można danego przedmiotu nauczyć. Z racji zaś rozmaitości temperamentów i wrodzonych oraz nabytych zdolności nie można stwierdzić jaka forma przekazy jest ogólnie najlepsza. Istnieją tylko takie, które są najlepsze dla pewnych ludzi.

Jeżeli zatem mamy sytuację, w której mamy liczne podręczniki, nauczyciel może dobrać takie, które najlepiej nadają się dla uczniów. W przypadku nauk matematycznych i przyrodniczych brana będzie pod uwagę specyfika danej klasy, czy klas. W przypadku nauk humanistycznych przeważą osobiste sympatie i antypatie nauczycieli do danych zagadnień, metod etc. W jednym i w drugim przypadku jest to dobre, gdyż jak już wspomniałem, nawet błędne idee (w przypadku nauk humanistycznych) mogą być skorygowane na rynku idei przez kolegów uczniów z innych szkół. W przypadku nauk matematyczno-przyrodniczych pozostaje zdać się na dydaktyczne doświadczenie nauczycieli, które jak się wydaje jest znacznie wyższe, niż doświadczenie urzędników z ministerstwa.

Im więcej władzy nad tymi kwestiami pozostawimy w rękach rodziców i nauczycieli, tym lepiej wyjdą na tym dzieci. A im lepiej wyjdą na tym dzieci, tym lepiej my wyjdziemy na tym za dwadzieścia lat, gdy wejdą one już na rynek pracy jako osoby z wyśmienitymi kwalifikacjami. Oczywiście polityka rządu w naszym państwie nie jest aż tak dalekowzroczna. Kto bowiem przejmować się będzie naszym losem za lat dwadzieścia. Ba! Kto się przejmuje naszym losem w przyszłej kadencji? Oddając politykom władzę nad naszą przyszłością sami fundujemy sobie kłopoty. No chyba, że naszym celem jest przygotowanie dzieciaków to pracy zagranicą w charakterze sprzątaczki lub pomywacza. Wtedy ok. Wystarczy jeden podręcznik do języka obcego. Warto byłoby tylko zapytać rządów państw zachodnich jakiej liczby pracowników będą potrzebować, żebyśmy mogli odpowiednio wyznaczyć grupy językowe.

[1] https://www.premier.gov.pl/wydarzenia/aktualnosci/darmowe-podrecznik-juz-w-tym-roku.html

fot. http://bibliotekazsz.prv.pl/


Balthasar Colbert