Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 9 lutego 2014 przez Balthasar Colbert w Polityka
 
 

Czy PO jest partią demokratyczną?

po
po

Pytanie to można zrozumieć dwojako. Po pierwsze: czy partia ta sama zarządza sobą metodami demokratycznymi. Po drugie: czy rządząc Rzeczpospolitą przestrzega procedur demokratycznych. Te dwa rozumienia tego pytania nie są tak samo interesujące, stąd też zajmę się głównie drugim. Na pierwsze bowiem odpowiedzieć można szybko i krótko.

Nie. Platforma Obywatelska (podobnie jak wszystkie partie polityczne w Polsce) nie rządzi się procedurami demokratycznymi. Wszystkie wybory na przewodniczących i tym podobne eventy są tylko pewną niezbędną fasadą. Partiami rządzą zaś bezwzględne koterie najsilniejszych w niej graczy. Pewne przetasowania zdarzają się czasami (vide casusy Tusk- Schetyna, Tusk-Gowin, Kaczyński-Ziobro, Piechociński-Pawlak, Napieralski-Olejniczak itp.) i są one najlepszym dowodem, że to koterie i siła, którą reprezentują na znaczenie. Nie żadne tam wybory wewnątrzpartyjne.  Wybory takie są po prostu igrzyskami dla nic nieznaczących dołów partyjnych (a zależności od wyborów ‚doły’ są czymś innym).

Drugie pytanie jest bardziej interesujące. Najpierw ogólny zarys tego jaki charakter ma polityka w ogóle. Otóż (i jest to rzecz, którą należy wbić sobie do głowy, jeżeli chce się myśleć o tych sprawach realnie) polityka NIE ZNOSI DEMOKRACJI. Szczególnie demokracji i metod demokratycznych nie toleruje polityka międzynarodowa. Nie zmienia to jednak faktu, że polityka wewnętrzna również za nimi nie przepada. Powód jest dość trywialny. Demokratyczne decydowanie o dużej liczbie działań politycznych prowadzi do paraliżu państwa. Dynamika takich decyzji jest na tyle niewielka, że nawet dużo słabsze, ale bardziej sprawne państwo, może przejąć kontrolę w ogarniętym chaosem państwie ciągłych wyborów. Demokracja współczesna zaś w pełni spełnia zachcianki polityki co do odseparowania się od metod demokratycznych. Tylko niewielka część urzędników państwowych jest wybierana demokratycznie. Prawdopodobnie samych urzędników ZUS (a tych jest 48tys.) jest więcej niż polityków, którzy swe stanowisko zawdzięczają wyborom. Wydaje się również, że to właśnie te instytucje i ci ludzie, którzy nie działają z nadania demokratycznego decydują o najważniejszych sprawach w kraju.

Weźmy prosty przykład. ZUS jest instytucją powszechnie znienawidzoną. Uszczknięcie czegoś z niej spotkałoby się z dużą aprobatą społeczeństwa (a znaczne obniżenie składek nań mogłoby nawet PiSowi w 2007 czy SLD w 2005 zapewnić samodzielne rządzenie w kolejnej kadencji) Mimo to składki są sukcesywnie podnoszone. Wiek emerytalny został przesunięty do 67 roku życia, co jest bardzo niepopularną decyzją, z czego partia rządząca musi zdawać sobie sprawę. Mimo to wiek przesunięto. Co więcej owa partia wykazała się szaleńczą dalekowzrocznością przesuwając również wiek pójścia dzieci do szkół (z 7 na 6 lat), co przyspieszy wejście tych ludzi w okres, w którym mogą zasilić ZUS swoimi składkami. Bliskość obydwu wydarzeń zmusza mnie do myślenia o tym właśnie w tych kategoriach. Owa dalekowzroczność charakterystyczna jest dla instytucji zabiegających o własne przetrwanie nawet w dalszej przyszłości (kilkanaście lat to stosunkowo krótki okres). Posłanie wcześniej dzieci do szkół znów jest decyzją niepopularną ale mimo to podjętą. Pytanie – dlaczego? Wydaje się, że tą siłą, która lobbowała za tymi rozwiązaniami były te koterie, które są na stałe związane z ZUS (o jego familijnym charakterze krążą już legendy). Istnieje więc prawdopodobieństw, że to nie troska o wysokość emerytur, ale troska 48tys. urzędników (na utrzymanie których wydaje się 4 miliardy złotych rocznie i którzy otrzymują ponad 200 mln nagród rocznie ) o siebie i swoje potomstwo stoi za tymi decyzjami. Jeżeli tak jest, to należałoby natychmiast przenieść ich do czynnej polityki, skuteczność mają bowiem niesamowitą. Każdy urząd, czy finansowo-gospodarcza sitwa działa podobnie. Oczywiście z różną siłą i skutecznością.

Wracając do Platformy istnieją dwie możliwości – albo faktycznie rządzi ona Polską (jak twierdzi ona sama i PiS) albo nie (jak twierdzą np. St. Michalkiewicz, J. Korwin-Mikke, czy R. A. Ziemkiewicz – w niektórych tekstach). Jeżeli rządzą to nie liczą się z głosem społeczeństwa innym niż ten wyrażony w wyborach. Nie ma się temu co dziwić, taka jest natura naszego systemu. Wszelkie inicjatywy oddolne muszą być dla zasady zablokowane. Władza musi zwalczać władzę konkurencyjną – inaczej sama zostanie zwalczona. Ta zasada obowiązuje w polityce od zawsze. Jeżeli natomiast to nie PO, ale jakieś inne siły rządzą w Rzeczpospolitej, to z racji tego, że ich nie wybraliśmy nie mają demokratycznej legitymizacji, oraz nie stosują demokratycznych metod. Tak, czy inaczej mamy do czynienia z czymś co można nazwać demokracją fasadową. 

I żeby była jasność – nie oceniam tego jako coś złego. Demokracja nie sprawdza się w zarządzaniu dużymi państwami, gdyż decyzje podejmowane metodami demokratycznymi są zbyt powolne i niekoniecznie muszą przedstawiać sobą jakiś dalekowzroczny plan (którego wymaga rozsądne zarządzanie państwem i skuteczna polityka). Jedyne co oceniam jako złe to fakt, że niezależnie od tego kto nami rządzi, ma w pewnym sensie władzę absolutną. Może więc bez skrępowania rządzić dobrze. Może uczynić z Polski lokalne, a dłuższej perspektywie i światowe, mocarstwo. Nie robi tego jednak. Dla naszego dobra mam nadzieję, że faktyczną władzę w Polsce sprawuje Platforma Obywatelska, ponieważ ją możemy odsunąć od władzy. Jeżeli sprawują ją ktoś inny (gęsta sieć sitw – jak chce R. A. Ziemkiewicz, służby specjalne – jak chce St. Michalkiewicz, Bruksela – jak chce J. Korwin-Mikke) wtedy prawdopodobnie pozostanie nam wyłącznie emigracja do państwa, gdzie instytucje niejawne rządzą sprawniej przynosząc dobrobyt i relatywnie dużą wolność swoim poddanym.

 

fot. http://rzut.salon24.pl/513725,koniec-swiata-obecna-wladza-zniszczyla-nawet-tego-czlowieka


Balthasar Colbert