Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 7 lutego 2014 przez Marcin Sułkowski w Rozmaite
 
 

Czy ekonomia jest nauką?


Tytuł tekstu jest nieco na wyrost, bowiem nie zamierzam dogłębnie analizować samych walorów naukowości ekonomii, ale zainspirowany tekstem Waldemara Łysiaka w najnowszym numerze Do Rzeczy (nr 6/054), chciałbym rzucić nieco światła na pewne kwestie.

Felietonista stawia odważne pytanie: czy ekonomia jest nauką, czy raczej wróżeniem z fusów, a więc hochsztaplerką/szulerką? Nie ma się co dziwić, że takie pytania padają, ponieważ wszyscy doskonale pamiętają zapewnienia analityków z tytułami profesorów w dziedzinie ekonomii, jakoby kryzysu miało w ogóle nie być, a jeśli w ogóle się pojawi, to będzie to zaledwie niegroźny katar. Rzeczywistość zweryfikowała te sądy i z kataru zrobiło się przewlekłe zapalenie płuc, które w przyszłości da o sobie znać w postaci powikłań. Waldemar Łysiak zwraca uwagę w swoim tekście na tę kwestie pisząc: Profesor ekonomii, James K. Galbraith (University of Texas): Spośród tysięcy ekonomistów ledwie kilku przewidziało aktualny kryzys, Co nam dużo mówi o ekonomii mieniącej się nauką.

Zresztą i na rodzimym podwórku słyszało się proroctwa o zielonej wyspie, za co ktoś powinien „beknąć”, bowiem optymistyczne zapowiedzi popchnęły tysiące Polaków do nierozważnych inwestycji oraz kredytów, których obecnie nie są w stanie spłacić.

Czy to oznacza jednak, że nie możemy nazwać ekonomii nauką? Jeśli zastosować bardzo ostre reguły i uznać, że nauka ma dostarczać wiedzy w sensie obiektywnym i niepodważalnym, pozostają nam jedynie trzy dziedziny: matematyka, logika oraz fizyka teoretyczna. Reszta dziedzin idzie na śmietnik, bowiem zostają zmarginalizowane poprzez określenie ich, jako dziedzin z zakresu „gdybologii”. Jednakże ciężko jest wyobrażać sobie tak lekceważący stosunek do medycyny, której tyle zawdzięczamy, biologii, chemii czy nawet historii lub filozofii (raczej teoretycznej, bowiem praktycy ostro „odlecieli”). Oczywiście dziedziny te nie dysponują wiedzą obiektywną, lecz stawiają ważne hipotezy robocze, są poddawane weryfikacji z uwzględnieniem szczegółowej metodologii i przynoszą jednak jakieś odpowiedzi. I choć często trudno jest pewne rzeczy udowodnić w sposób absolutny, to związane jest to raczej nie tyle z ich „nienaukowym” charakterem tych dziedzin, co z ograniczonym aparatem poznawczym człowieka.

Jak to wpływa na ekonomię? Otóż zważywszy na fakt, że ekonomia jest dziedziną stricte praktyczną, należy uwzględnić odpowiednią metodę weryfikacji różnych teorii ekonomicznych. Tą metodą jest niewątpliwie praktyka. Jeśli coś nie wychodzi, oznacza to, że jest po prostu błędne. Do tego część ekonomistów nie zajmuje się prawami działania rynku, ale idąc w stronę interdyscyplinarności, starają się zaimplementować różne idee – czy to filozoficzne czy socjologiczne, nie ma to znaczenia, bo efekt jest zawsze taki sam – wymuszanie zmian praw rynku kończy się fiaskiem. Dlatego też nie należy odbierać czystej ekonomii charakteru naukowego. Trzeba powiedzieć stanowcze „nie!” tym, którzy mieszają dziedziny i ignorują ustalenia zaobserwowane  w rzeczywistości jako poprawne. Jest to w gruncie rzeczy spór o aksjomaty i to raczej właśnie je i ich obrońców należy obwiniać o „nienaukowy” charakter badań. Tego zdaje się nie zauważać Waldemar Łysiak, ale mam nadzieję, że jest to wynik jedynie braku miejsca w rubryce, lub celowej hiperbolizacji problemu.

fot. http://www.obserwatorkonstytucyjny.pl/typo3temp/pics/green_economy_8168ffff34.jpg


Marcin Sułkowski