Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 13 grudnia 2015 przez Marcin Sułkowski w Rozmaite
 
 

Contra atheis – o głupocie ateizmu

http://abuabdulsamadz.com/wp-content/uploads/2014/11/Atheism_7328df_2046191.jpg
http://abuabdulsamadz.com/wp-content/uploads/2014/11/Atheism_7328df_2046191.jpg

Jak to zwykle w grudniu, uaktywniają się na swoich blogach, facebookowych profilach i innych mediach, nasi domorośli ateiści – fachowcy od nieistnienia absolutu, którzy bez żadnego problemu są w stanie wszystko wyjaśnić maluczkim wierzącym, ogłupionym przez „mafię w sutannach”. Nie pozostaje nic innego, jak odgrzać kotlet sprzed ponad 2000 lat i ponownie przypomnieć błędy ateizmu. Zadanie jest żmudne, ponieważ do większości ateistów i tak światło wiedzy nie dotrze, ze względu na zadufanie w sobie, ugruntowane mizerną wiedzą. Nie ma powodu, by się zrażać, bowiem chrześcijanom od wieków przyświeca idea św. Bernarda z Clairvaux: capiantur sed argumenti, non sed armis (nawracać argumentami, nie siłą) i zawsze uda się kogoś skłonić do poważnej refleksji, która może zaowocować nawet nawróceniem. Ateistów namawiam do przeczytania tekstu w całości. Jeśli chcą wydawać tak zdecydowane sądy ontologiczne, jak Bóg nie istnieje, bez problemu powinni przebrnąć przez te kilka dłuższych akapitów. W końcu zapewne są fachowcami i nie zrazi ich lektura dłuższa, niż nagłówek z Gazety Wyborczej.

Problem ateizmu pojawił się w myśli zachodniej już w czasach starożytnych filozofów greckich. Słynny Epikur i cała zgraja materialistów, dokładali wszelkich starań, aby udowodnić, że o żadnym istnieniu absolutu nie może być mowy. Rzecz jasna, podobnie jak i późniejszym filozofom, nie udała im się ta sztuka. Aby zachować uczciwość, należy jednak oddać Epikurowi, że zdecydowanie różnił się od współczesnych ateistów, którzy są raczej anty-teistami, wrogami Boga i społecznymi terrorystami, ujadającymi publicznie na rzecz wyrugowania religii z rzeczywistości. Grek był człowiekiem kulturalnym i potrafił dyskutować z uczniami innych szkół filozoficznych. Ciekawych życiorysu Epikura, odsyłam do pozycji Żywoty i poglądy słynnych filozofów Diogenesa Laertiosa – jest to lekka lektura, przypominająca nieco stylem współczesne portale plotkarskie, ale informacje weń zawarte są rzeczowe i znalazły uznanie historyków filozofii. Wracając do meritum, należy zaznaczyć, że wierzącym było w starożytności o wiele łatwiej, niż w czasach późniejszych. W średniowieczu była masa systemów religijnych, herezji, stowarzyszeń czy grup para-mistycznych, próbujących podbierać sobie wiernych. Nowożytność odbiła się czkawką sferze sacrum i powoli zaczynała działać laicka machina rugowania roli religii z życia człowieka, natomiast oświecenie, wbrew nazwie, to czasy szczególnego idiotyzmu ateistów, którzy skracali o głowy zarówno kapłanów, jak i wierzących. W starożytnej Grecji zaś, która błędnie uważana jest przez dzisiejszą lewicę za kolebkę demokracji i tolerancji, ateistów zrównywano ze zwierzętami i często pozbawiano praw do funkcji publicznych. Dla każdego Greka, niewierzący był zwyczajnym głupcem, który jest oderwany od rzeczywistości, bowiem ktoś, kto wierzy tylko w materię, nadaje się jedynie do przyjmowania łapówek i oddawania się uciechom cielesnym, niczym zwierzę, a nie decydowania o losach polis. Jedynie oddanie się refleksji duchowej jest w stanie zapewnić człowiekowi, jako istocie rozumnej, właściwy balans pomiędzy potrzebami cielesnymi, a moralnym zachowaniem. W tak ostrych słowach o ateistach wypowiadał się chociażby Platon w swoim Państwie. 

Propocje starożytnych filozofów teistów i ateistów również są miażdżące na rzecz wierzących. Tak wspaniałe umysły, jak Platon, Arystoteles, Plotyn, Cyceron czy Seneka, mają przeciwko sobie raptem Epikura i na siłę Demokryta, który często przez swój atomizm jest uznawany za ateistę. Czy słusznie – trudno to rozstrzygnąć, bowiem dysponujemy zbyt małą ilością tekstów autorstwa tegoż myśliciela. Nadmienię jeszcze, że w starożytnym Rzymie, który uznawany był za światło cywilizacji, ateizm był prawnie zakazany (tutaj odsyłam do lektury książki Edwarda Gibbona, jeśli mnie pamięć nie myli). Jak widać, lewica myli się, jeśli chodzi o uznanie starożytności jako kolebki tolerancji, w ich tego słowa znaczeniu. Wypada także dodać, że zarówno w kwestiach uznania starożytnej Grecji za kolebkę demokracji i homoseksualizmu, traktowanego jako normalne zjawisko, tutaj również postępowcy popełniają błąd rzeczowy. Demokracja w Grecji nie miała nic wspólnego z tym, z czym mamy do czynienia obecnie – ówcześni myśliciele brzydzili się wizją możliwości głosowania wszystkich pełnoletnich i zdrowych psychicznie osób w państwie. Był wyraźny cenzus wyborczy – należało być mężczyzną, który posiadał rodzinę (dla opornych postępowców dodam tylko, że chodzi o kobietę i dzieci, które w naturalny sposób rodzą się z takiego właśnie związku) oraz gospodarstwo domowe. Reszta była uznana za zbyt głupich, aby mieć możliwość decydowania o politycznych losach państwa-miasta. Co zaś się tyczy homoseksualizmu – owszem, część myślicieli czy zwykłych mężczyzn oddawała się praktykom homoseksualnym, lecz nie było to zjawisko akceptowane publicznie. Mężczyzna-obywatel, musiał mieć rodzinę i oikos (gospodarstwo domowe), więc mowa jest raczej o ewentualnym biseksualizmie. Dodatkowo kontakt mężczyzny z mężczyzną był często na płaszczyźnie intelektualnej, a nie erotycznej, co wynika z braku edukacji kobiet w starożytnej Grecji (a feministki z Platona robią obrońcę praw kobiet – sic!). Homoseksualny mężczyzna, który obnosił się ze swoimi skłonnościami publicznie, był często zwyczajnie wyrzucany z polis, ponieważ siał zgorszenie. Co więcej, słynny Sokrates, którego uznaje się za homoseksualistę tylko dlatego, że w dialogu Uczta Platon włożył w jego usta słowa połóż się obok mnie Adejmancie, posiadał żonę – Ksantypę (z polecanej wcześniej książki można dowiedzieć się, że była straszną zołzą) oraz uważał homoseksualizm z nienaturalny. To samo zresztą powtórzył jego uczeń – Platon w dialogu Państwo, uznając homoseksualistów ze skłonnościami do samych uciech cielesnych, którym brak refleksji wyższej.

Lewica przeinacza fakty regularnie, a starożytność jest jedynie kroplą w morzu kłamstw. Najbardziej oczernioną przez lewaków epoką jest średniowiecze, które uznane zostało jako wieki ciemne, straszne i zacofane. Jest to rzecz jasna wierutna bzdura, lecz w myśl lewicy (i Hegla), jeśli fakty przeczą teorii, tym gorzej dla faktów. Istnieją cztery główne „pałki” na chrześcijaństwo i Kościół w średniowieczu. Pierwsza to inkwizycja i jej rzekome masowe mordy. Druga to krucjaty. Trzecia to rzekomy zastój intelektualny (co po części ma się niby wiązać z inkwizycją). Czwarty to rozpusta kapłanów. Zastosujemy scholastyczny porządek i sposób roztrząsania racji, czyli wymysł, uwaga, średniowiecza.

1. Inkwizycja rzekomo pozbawiła życia setki tysięcy ludzi. Ograniczyła możliwość rozwoju intelektualnego i wiązała się z zakazem sprzeciwu wobec władzy Kościoła. Przypomnijmy zatem kilka podstawowych faktów z lekcji historii na poziomie obecnego gimnazjum. Po pierwsze, w średniowieczu mamy do czynienia z takimi pojęciami, jak cezaropapizm i papocezaryzm. To pierwsze jest prymatem cesarza nad papieżem, to drugie zaś, na odwrót. W przypadku papocezaryzmu, papież napisał notatkę, w której orzekł swoje zwierzchnictwo nad światem chrześcijańskim. Nie był to nawet oficjalny dokument. Niemniej – papież nie miał siły sprawczej w postaci armii, więc o zwierzchnictwie militarnym nie może być mowy. Chodziło raczej o to, aby cesarz nie wtrącał się w np. wybór biskupów, zezwolił papieżowi na zwierzchnictwo w kwestiach duchowych, umożliwił zaangażowanie w kwestie ówczesnego świata politycznego, bowiem katolicy byli pod jego opieką i co najważniejsze, oddał należytą cześć papieżowi, jako głowie Kościoła. Ot cała historia, która skończyła się na notatce i nie było w związku z tym zbyt wielkich kroków w sferze praktycznej. Cezaropapizm natomiast oznaczał w praktyce prymat cesarza nad papieżem i to w takim stopniu, że cesarz zwyczajnie zatłukł papieża, gdy ten nie chciał przystać na jego propozycje. Ponadto cesarz wygnał papiestwo do Avignionu i całkowicie uzależnił od siebie.

Co to ma do inkwizycji? Ano to, że faktyczną władzę prawno-polityczną w państwie, pełniła władza świecka, a nie Kościół. Owszem, księża mieli sporo do powiedzenia, ale nie byli władzą samą w sobie. Czy to jednak neguje istnienie inkwizycji? Bynajmniej. Trybunał istniał i pełnił ważną rolę w średniowieczu. Można powiedzieć, że był poniekąd służbą porządkową. Proszę sobie wyobrazić czasy, kiedy nie było gazet, internetu i telewizji, a ludzie słuchali jedynie plotek i przejezdnych kaznodziejów. Weryfikacja prawdziwości informacji mogła się odbyć jedynie w miejscowej parafii, bo nigdzie indziej szary Kowalski nie mógł zaczerpnąć wiedzy o kwestiach religijnych czy politycznych – księża byli wykształceni, a do tego mieli kontakt z władzą świecką, dlatego musieli prostować szkodliwe plotki. Dlatego właśnie utworzono inkwizycję – aby szkodliwe tezy nie mogły być bezkarnie wypowiadane, bowiem burzyły ówczesny porządek. Gdy jakiś manipulator stanął na rynku i zaczął mówić, że wszyscy muszą wyzbyć się majątków, pójść za nim na wędrówkę, bo nadchodzi koniec świata, o czym przeczytał rzekomo w Piśmie Świętym, albo miał jakieś widzenie, ludzie nie wiedzieli co robić. W taki sposób powstawały sekty, które potrafiły niszczyć lokalną gospodarkę, a te radykalniejsze, jak np. katarzy, mordowali tych, którzy się z nimi nie zgadzali. W takiej chwili wkraczała inkwizycja i drogą formalną, na piśmie, prosili o sprostowanie głupich czy heretyckich tez. Autorzy tychże byli zapraszani na dyskusje z miejscowym księdzem, czasami nawet biskupem, aby omówić niuanse teologiczne i tym podobne sprawy. Część manipulatorów przepraszała i odwoływała swoje tezy, część jednak nie i wtedy dostawali wyrok skazujący. Takich wyroków zapadło od początku trwania inkwizycji, czyli przez blisko 600 lat, około 300 tysięcy osób. Sęk w tym, że wyrok absolutnie nie oznaczał skazania na śmierć. Najczęściej były to kary pokutne, jak chodzenie we włosienicy czy publiczne odmawianie modlitw. Wyroki śmierci również wykonywano (kilkanaście tysięcy przez 600 lat), ale i tutaj jest pewien szkopuł faktograficzny – jako uśmierconych przez inkwizycję, zapisano w dokumentach również tych, którzy dobrowolnie wybrali proces przed trybunałem, zamiast przed sądem państwowym. Najczęściej robili to mordercy, gwałciciele czy inni tego typu, a ich wybór umotywowany był faktem, że trybunał inkwizycyjny dopuszczał możliwość obrony przed sądem, wzięcia adwokata oraz lekarza przy torturach. Sądy państwowe nie umożliwiały takich udogodnień dla oskarżonych. Zwyczajni bandyci byli więc uśmiercani przez inkwizycję, bowiem liczyli na dobrych prawników, albo łagodną śmierć, zamiast katuszy w państwowych więzieniach. Zainteresowanych tą kwestią zachęcam do lektury prof. Romana Konika W obronie Świętej Inkwizycji. Dodam tylko, że „oświecona” i ateistyczna rewolucja francuska, w zaledwie 10 lat, zamordowała prawie 100 tysięcy osób i jakoś ateiści nie mają z tym żadnego problemu. Podchodząc do kwestii matematycznie, gdyby taka rewolucja trwała tyle, ile funkcjonowała inkwizycja, ateiści wymordowaliby 6 milionów ludzi, więc dorównaliby tym samym Hitlerowi – ateistycznemu koledze po fachu.

2. Krucjaty były rzekomo mordem na niewinnych muzułmanach, którzy byli jakże światli i pomocni intelektualnie. Podobno nawet to oni dali nam pisma Arystotelesa (nie do końca, bo swój znaczny udział miało Bizancjum, myśliciele żydowscy oraz tłumacze z Sycylii). Ateiści uznają tutaj chrześcijan (katolików) za zwykłych bandytów i morderców, co rzecz jasna ma pomóc w obaleniu samego Boga i wymusza na chrześcijanach konieczność przepraszania muzułmanów. W takim razie przytoczę kilka faktów. Pierwsza krucjata odbyła się w 1095 roku. 460 lat wcześniej, muzułmanie zdobyli pierwsze chrześcijańskie miasto. 427 lat wcześniej, oblegali Konstantynopol – poniekąd kolebkę myśli chrześcijańskiej. 380 lat wcześniej podbili i okupowali Hiszpanię, a 363 lata wcześniej najechali Francję. Faktycznie źli ci chrześcijanie. Kto by pomyślał, żeby bronić się przed najeźdźcą i zezłościć się, że muzułmanie bezwzględnie mordowali chrześcijan przez blisko pół tysiąclecia? Czyste bestialstwo. Chyba nie trzeba nic więcej dodawać w tej materii.

3. Inkwizycja rzekomo wymusiła zastój intelektualny, bowiem wszyscy naukowcy albo bali się tworzyć nowe teorie, albo byli bezwzględnie mordowani przez władze kościelne. Słynne przykłady procesów Galileusza czy Giordano Bruno mają być koronnymi dowodami na rzecz takiego stanu rzeczy. Otóż szanowni Państwo – Giordano Bruno procesował się z trybunałem inkwizycyjnym przez poand 7 lat. Przechodził przez kilka instancji, swobodnie poruszał się po Europie i głosił swoje tezy, które mocno mieszały w głowach zwykłym ludziom. Proszę sobie wyobrazić średniowiecznego mieszczanina, który słyszy, że śmierć jest jedynie stanem przejściowym i on się odrodzi w innym ciele. Hulaj dusza, piekła nie ma! Nic tylko kraść, mordować, dać się zabić i robić to samo w następnym wcieleniu! Niestety część osób, podobnie jak w przypadku sekty katarów, waldensów czy albigensów, łyknęła to, co przyniosło ogromne szkody, łącznie z utratą życia. Trybunał prosił, argumentował, zachęcał do oddalenia tez, nałożył karę pokuty, dyskutował na kilkunastu procesach z filozofem i nic. Ten dalej jeździł po Europie i paplał swoje tezy. Czy gdybyście stanęli państwo dzisiaj na głównym placu miasta z megafonem i zaczęli mówić, że np. wojska rosyjskie wkroczyły do Polski, albo że całe miasto jest obłożone bombami, co zrobiliby stróże prawa? Podejrzewam, że wyciągnęliby konsekwencje z zaburzania ładu publicznego i to dość poważne. Niegdyś naprawa szkodliwych tez i efektów burzenia porządku była bardzo trudna, stąd proces Bruna skończył się spaleniem na stosie. Tym bardziej, że Giordano Bruno był przez długi czas duchownym, więc tym bardziej ludzie ufali w to, co mówi. Z Galileuszem natomiast było jednak inaczej – ten opracował swoją metodologię, zajął się badaniem swojej teorii i zaczął ją głosić bez uzyskania naukowej pewności. Trybunał wezwał go do wyjaśnienia i uargumentowania swoich tez, ten nie był w stanie przekonać ani inkwizycji, ani filozofów-adwersarzy, więc odwołał te tezy, które były niepewne i cała sprawa rozeszła się po kościach (musiał odmawiać psalmy raz w tygodniu przez 2 lata). Krwiożercza inkwizycja, nieprawdaż? Trudno też bronić tezy o ciemnocie średniowiecza spowodowanej przez Kościół, bowiem pierwsze uniwersytety otworzył właśnie Kościół katolicki, natomiast średniowiecze jest bogate w masę wynalazków, z których korzystamy do dzisiaj. M.in. duchowny filozof Rajmund Lull jest twórcą kombinatoryki. Ludzie nadal korzystają z okularów, mydła (niektórzy), zegarków, kompasów czy pieców. Naukowcy mieli swobodę wymiany poglądów na uniwersytetach, czego dowodem są liczne spory filozoficzne, a Kościół przywrócił część rzymskiego prawa, jak np. możliwość obrony czy domniemanie niewinności. Faktycznie straszna tragedia, no nie ateiści? Przypomnę tylko, że sądy rewolucji francuskiej polegały na doprowadzeniu oskarżonego (np. księdza, albo arystokraty), odczytaniu wyroku skazującego i zgilotynowanie. To się nazywa postęp!

4. Rozpasanie księży i ich rozpusta w wiekach średnich to wdzięczny temat dla ateistów. Wiadomo, że z palca można zrobić całą rękę, bowiem papier wszystko przyjmie. Nie ma co przeczyć – były, są i będą przypadki nadużyć, bowiem kapłani są ludźmi, a ludzie są omylni. Nie chcę jednak martwić ateistów, ale błędy jednostek, w żadnym stopniu nie wpływają na fakt istnienia Boga. Tak samo jak to, że część policjantów bierze łapówki, nie jest argumentem na rzecz rozwiązania policji. Przypomnę tylko, że celibat w Kościele wprowadzono dość późno, bo dopiero na przełomie XI i XII wieku, a faktycznie został usankcjonowany dopiero w XVI wieku, na soborze Trydenckim, dlatego w średniowieczu była spora liczba księży żyjących z kobietami. Kwestie nadużyć finansowych oczywiście także istniały (i to nawet w Stolicy Piotrowej), bowiem władza potrafi degenerować, ale oczekiwanie, że Kościół zostanie rozwiązany z powodu indywidualnych błędów poszczególnych kapłanów jest zwyczajnie infantylne. Czy ateiści skandują, by rozwiązać państwo, bo urzędnicy biorą łapówki, albo używają swojej władzy w sposób niewłaściwy? Złych ludzi należy wyrzucać ze stanowiska i karać, a nie winić inne instancje. Dodam również, że te fakty nie wpływają w żaden sposób na to, czy Bóg istnieje.

W porządku historycznym, w ateistycznym podręczniku walczącego z Bogiem jest również epizod z nowożytności, czyli kolonizacja. Rzekomo krwawi i brutalni księża bezlitośnie mordowali biednych autochtonów z obu Ameryk. To zagadnienie opisuje Vittorio Messori w książce Czarne karty Kościoła, ale pokrótce wyjaśnie, w czym tkwi błąd ateistów, jeśli chodzi o zarzuty wobec Kościoła. Po pierwsze – katolicy nie wymordowali Indian. Amerykę Północną zajęli głównie protestanci i faktycznie walczyli z Indianami, którzy zupełnie nie chcieli współpracować mimo, że terenu było dla wszystkich pod dostatkiem. Po drugie – księża katoliccy, którzy dotarli do Ameryki Południowej, zastali tam szokujący obraz tamtejszych kultur, których główną rozrywką dnia było mordowanie kobiet i dzieci na piramidach schodkowych, po czym zrzucano ich ciała w celu rzekomego przebłagania bóstw urodzaju. Gdy kapłani zareagowali i próbowali choćby na migi wyjaśnić tamtejszym ludom, że to jest zwykłe barbarzyństwo, rozpętała się jatka, bowiem „tambylcy” uznali, że bóstwa się obrażą. Cortezowi i europejskiej spółce nie pozostało nic innego, jak wyciąć w pień tych, którzy obstawali przy barbarzyńskich obrządkach i ratować niewinnych. Dzięki temu, na terenach dzisiejszej Ameryki Południowej, rdzenni mieszkańcy, czyli potomkowie Azteków i Majów, stanowią zdecydowaną większość ludności. Niestety o Indianach nie można tego powiedzieć, ale przyznać należy, że ludzie walczący do upadłego i skalpujący, nie są zbyt skorzy do pokojowych rozwiązań. Sęk w tym, że chrześcijanie z Europy wcale nie chcieli zabijać ludności obu Ameryk, bo było im to zupełnie nie na rękę – szukali szlaków handlowych, rynków zbytu i możliwości ewangelizacji. Miejscowa ludność rzuciła się do walki, bo zobaczyła coś zupełnie obcego i na nic zdały się próby pokojowych pertraktacji.

Jakie jeszcze armaty może wytoczyć ateista w walce z teistą? Oczywiście współcześnie jest to „walenie w kler” jak w bęben. Księża to pedofile, mają kochanki i opływają w luksusy. Ojcu Rydzykowi przypięto łatkę bogacza, bo rzekomo ma Maybacha. Gazeta, która to napisała, wydała oświadczenie z przeprosinami i sprostowaniem, ale w świat poszła pierwsza informacja i utrwalił się obraz kapłana w drogiej limuzynie. Z pedofilią jest podobny zabieg – najpierw narobi się masę szumu, pokrzyczy się o tym, jak rzekomo Kościół ukrywa pedofilów, ale o konkretach się milczy. Z polskich i amerykańskich statystyk policyjnych wynika jasno, że księża katoliccy, jeśli chodzi o pedofilię, są grupą społeczną, w której to zjawisko występuje najrzadziej. O wiele częściej ma to miejsce wśród nauczycieli, ale to nie jest problem, który sprzedałby się tak samo w gazecie, jak ksiądz-pedofil. Z wielkiej i rozdmuchanej afery pedofilskiej w Irlandii wyniknęło tylko tyle, że z ponad setki oskarżeń, faktycznie winnych było trzech księży. Oczywiście zawsze jest to tragedia dla dzieci i ich rodzin, ale chodzi o zauważenie przykrej tendencji – ateiści dokładają wszelkich starań, aby ustanowić stereotyp księdza. Udaje im się to, ale stereotypy mają najczęściej mało wspólnego z faktami. Zabawne jest, że gdy w szkole rabinicznej wykryto zjawisko pedofilii, sprawę natychmiast zatuszowano pod płaszczykiem oskarżeń o antysemityzm.

Kolejną pukawką jest oczywiście rzekoma kolaboracja papieża Piusa XII z Adolfem Hitlerem. To oskarżenie wynika z trzech faktów – papież podpisał konkordat z Hitlerem; istniało kilku księży (głównie na terenach Chorwacji i Serbii), którzy brali udział w organizowaniu ucieczek nazistów pod koniec wojny; Pius XII milczał podczas wojny o holokauście. Co do konkordatu – papież ma obowiązek dbania o swoich wiernych. Niepodpisanie konkordatu spowodowałoby, że kościoły w Niemczech zostałyby zamknięte, a księża wyrzuceni z terenu III Rzeszy, co automatycznie pociąga za sobą niemoc pomocy katolikom na tych terenach. Dzięki podpisaniu konkordatu, Pius XII uratował tysiące istnień, w tym Żydów, którzy właśnie z tego powodu umieścili w Yad Vashem informację o pomocy papieża i uratowaniu życia blisko 850 tysiącom Żydów podczas II wojny światowej. Jeśli chodzi o organizowanie ucieczek nazistów do Ameryki Południowej, nie ma absolutnie żadnych dowodów na to, że papież wiedział o działaniach np. biskupa Hudala czy księdza Draganovica. Byłoby ciężko oczekiwać, aby Pius XII, albo jakikolwiek inny papież znał poczynania każdego kapłana katolickiego. Co zaś się tyczy milczenia Piusa XII o holokauście – zasady dyplomacji i wybór mniejszego zła zadecydowały, że lepiej nic nie mówić i działać, niż zacząć stawiać się werbalnie i uciąć sobie możliwość pomocy. Brak zrozumienia tego faktu dowodzi, że ateiści nie są zbyt bystrymi politykami, a starożytni Grecy mieli rację w ich ocenie.

Ostatnią bronią, którą chciałbym omówić, jest zarzut ateistów, że chrześcijaństwo zostało zmyślone, Bóg jest wytworem ludzkich rojeń tak samo, jak elfy czy jednorożce, a Kościół zapożyczył całą myśl od innych religii. Szanowni Państwo, nie da się zmyślić czegoś takiego jak chrześcijaństwo. Proszę sobie pomyśleć kogoś, kto pisze Nowy Testament i wymyśla następujący kontekst – na Ziemię schodzi Syn Boży – Bóg. Apostołowie wierzą mu, widzą Jego cuda, mają dowody na Jego boskość. Gdy dowiadują się, że ich Pan – sam Bóg, ma zostać uśmiercony, co robią? Nie, nie wyciągają mieczy, nie rzucają się na pomoc, nie próbują wymyślić misternego planu, który uchroniłby Chrystusa przed ukrzyżowaniem. Co natomiast robią? Idą na ryby. Jeśli ktoś chce wmówić całemu światu, że taką historię można wymyślić, to poproszę o wskazanie drugiej tego typu. Żadna inna religia, żadne inne wierzenie, nie jest tak spójne logicznie, historycznie i nie ma takiej podbudowy filozoficznej. Dla ateistów może to dzieło przypadku, albo ewolucji, choć najczęściej deprecjonują dorobek chrześcijaństwa z braku wiedzy. Ich problem, że są dziećmi jednej książki (np. Bóg urojony Dawkinsa czy Byłem księdzem). Fakt pozostaje taki, że filozofowie (np. Arystoteles czy Plotyn) dochodzili do faktu istnienia absolutu na drodze logicznej. Nie potrzebowali Objawienia, dlatego fakt istnienia Boga nie jest sprzeczny logicznie. Porównywanie Boga do elfów czy jednorożców jest zwyczajnym chwytem retorycznym, bowiem istnienie elfów weryfikuje się idąc do lasu – to są byty materialne, jeśli ich nie widać, to ich nie ma! Bóg jednak z założenia jest bytem niematerialnym, dlatego jego istnienie rozstrzyga się w zupełnie inny sposób. Analogia między elfami, jednorożcami a Bogiem jest zwyczajnie błędna. Co zaś się tyczy zapożyczeń od innych religii, teologia chrześcijańska wyjaśnia, dlaczego niektóre wierzenia miały elementy spójne z chrześcijaństwem – jeśli istnieje religia prawdziwa, a inne są nieprawdziwe, to te nieprawdziwe były wymyślone, a wymysł zawsze może trafić w prawdziwą wersję (np. za sprawą łaski bożej). Nawet argument z zapożyczeń dat świąt jest idiotyczny, bo tak często wspomniane saturnalia czy sol invictus były wprowadzone długo po ustanowieniu świąt katolickich. Ateiści próbują też twierdzić, że chrześcijanie zapożyczyli historię narodzin Boga z dziewicy z wierzeń egipskich – konkretniej od Horusa. Jest to nieprawda wynikająca z pism XIX-wiecznego archeologa i poety Geralda Masseya, który zmyślił część mitologii egipskiej na potrzeby  sprzedaży własnych książek. Dla wyjaśnienia – Horus nie urodził się z dziewicy, tylko z bogini Izydy, która spółkowała z Ozyrysem. Podobnie próbują ateiści z wierzeniami mitraistycznymi czy chińskimi, co jest już kompletnym odlotem, bo chrześcijanie w tamtych czasach nie mieli prawa znać wierzeń chińskich, natomiast Mitra urodził się ze skały, a nie dziewicy.

Jest wiele innych kwestii, które ateiści wyciągają na wierzch twierdząc, że Boga nie ma. Wybrałem jednak te, które przeważnie spotykam w różnych miejscach. Rzeczywistość jest jednak nieubłagana i udowodnienie nieistnienia Boga nie uda się komuś, kto posługuje się przekłamaniami, demagogią i wymysłami. Na pewno też nie ma żadnego znaczenia dla faktu istnienia Boga, czy jakiś ksiądz albo inny kapłan okazał się złym człowiekiem. Dziwnym trafem ateiści nie mają pretensji do matematyki, gdy znajdą złą nauczycielkę, bijącą dzieci linijką. To są zwykłe slogany szczekaczy-idiotów. Sam Kościół jako wspólnota też nie jest zły przez pryzmat błędów pojedynczych osób. Musicie się bardziej postarać szanowni postępowcy.

Przyznam również, że zabawnie obserwuje się ateistów, którzy od wierzących różnią się jedynie innym przedmiotem wiary. Tak jest ateiści, wy nie wiecie, że Bóg nie istnieje, bo nie macie dowodów na nieistnienie Boga. Wy tylko wierzycie, że on nie istnieje! Co zabawne, nigdy z tej pułapki nie uciekniecie, bo nie ma możliwości, abyście udowodnili nieistnienie bytu niematerialnego, który jest spójny logicznie. Mechanizmy logiczne są nieubłagane. Z tego też powodu prośba do was – nie udało wam się tyle tysięcy lat, dlatego bądźcie tak mili i w okresie Świąt Bożego Narodzenia zajmijcie się sobą, dokształćcie się i nie plujcie jadem na coś, czego zwyczajnie nie rozumiecie.

Dodatek I

Często ateiści próbują się kamuflować i przedstawiają się jako agnostycy. Te dwa stanowiska mówią o zupełnie różnych kwestiach – ateizm jest sądem ontologicznym, czyli o tym, czy coś istnieje, a agnostycyzm jest sądem epistemologicznym, czyli o tym, czy coś co jest, można poznać. Od siebie dodam, że agnostycyzm jest po prostu intelektualnym lenistwem, ale lepiej już być leniwym, niż głupim.

Dodatek II

Zacietrzewionych w rzekomej naukowości ateizmu i przeświadczeniu, że religii nie można pogodzić z nauką, zachęcam do lektury książki filozofa analitycznego A. Flew – swego czasu czołowego ateisty, który doszedł do istnienia absolutu na drodze logicznej. Polecam również zapoznanie się z laureatami nagrody Templetona, która to nagroda jest przyznawana osobom potrafiącym pogodzić wyniki swoich badań naukowych z religią (laureatem został m.in. ks. prof. Michał Heller – filozof i fizyk). Warto też zwrócić uwagę, że zdecydowana większość współczesnych naukowców czy laureatów nagrody Nobla np. z fizyki czy chemii, to osoby wierzące w Boga. Należą do nich na przykład Max Planck, Albert Einstein, Ludwik Pasteur, Francis Collins czy Charles Townes.

Dodatek III

Twórcą teorii wielkiego wybuchu, która ma niby przeczyć istnieniu Boga jest nie kto inny, jak katolicki ksiądz Georges-Henri Lemaitre z Papieskiej Akademii Nauk.

Dodatek IV

Nie jest sprzeczne połączenie siły rozumu z wiarą. Kościół broni stanowiska łączącego te dwie ważne kwestie od średniowiecza. Św. Tomasz w Sumie teologicznej pisze o fides et ratio (wiara i rozum), a współcześnie św. Jan Paweł II napisał encyklikę o tym tytule.

fot. http://abuabdulsamadz.com/wp-content/uploads/2014/11/Atheism_7328df_2046191.jpg


Marcin Sułkowski