Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 26 stycznia 2014 przez przegladidei w Rozmaite
 
 

Bandy wykształciuchów pracujące u band analfabetów


 

To plaga tych czasów

Ślepi pod wodzą szaleńców!

William Shakespeare

[Tekst celowo jest dłuższy niż zwykle, by żadna z grup wymienionych w tytule nie dotrwała do końca.]

Warto przyjrzeć się aktualnym statystykom, warto obserwować aktualne zdarzenia i trendy. Warto ponieważ to. co nam współczesne jest brzemienne przyszłością. Choć myślenie strategiczne nakazywałoby odpuścić komuś w tym tekście, to trzeba przyznać rację pewnemu autorowi, że jedynie prawda jest ciekawa. Pisząc zaś teksty, raczej pro publico bono, niż z niskiej żądzy zysku, jedyną korzyścią osobistą na jaką możemy liczyć jest poddanie analizie tematów ciekawych.

Na stronie Rzeczpospolitej możemy przeczytać tekst p. red. Artura Grabka o zwiększającym się zainteresowani uczelniami technicznymi (por. [1]). Co do samego tekstu zawiera on wiele interesujących danych. Możemy w nim między innymi przeczytać, że z danych MNiSW opublikowanych w 2008 roku wynikało, że w ciągu pięciu lat rynek będzie potrzebował 50tys. inżynierów. Możemy również przeczytać, że do 2012 na kierunki zamawiane, w ramach uczelni technicznych, przyjęto 65tys. osób. Pamiętając, że nie wszystkie kierunki inżynierskie są zamawiane, a i tak przyjmują studentów, możemy być pewni, że plan został wykonany z nadwyżką. Zestawiając tylko dwie następujące dane możemy być tego pewni: na samej Politechnice Warszawskiej studiuje 36tys. osób (por. [2]), a na Politechnice Rzeszowskiej 17,5tys. (por. [3]). Łącznie 53,5tys. studentów. Bądźmy jeszcze bardziej szaleni! Dodajmy jeszcze ze dwie duże uczelnie. Na AGH studiuje 39tys. osób, kolejne 33tys. na Politechnice Wrocławskiej (por. [4], [5]). W sumie tylko te cztery uczelnie kształcą w tej chwili około 125,5tys. młodych ludzi.

Jak sprawa wygląda z uniwersytetami? Uniwersytet Jagielloński daje schronienie 51tys. dusz (por. [6]), podobnie Uniwersytet Warszawski (por. [7]), a Uniwersytet Wrocławski 31,5tys. (por. [8]). Łącznie daje to świetną liczbę 133,5tys. osób. Co prawda uniwersytety, w przeciwieństwie do politechnik, odnotowują spadki w liczbach studentów, ale wciąż służą masie ludzi. Jak możemy przeczytać we wspomnianym na początku tekście p. red. Artura Grabka nawet taki kierunek jak prawo wzbudza mniejsze o 23% zainteresowanie, niż jeszcze przed pięcioma laty. Podsumowując mamy blisko dwa miliony studentów i studentek (por. [9]).

Skończmy może już z danymi przejdźmy do tego co najciekawsze. Czy faktycznie istnieje popyt na tych wszystkich ludzi? Jeżeli chodzi o uniwersytety, to sprawa była wielokrotnie wałkowana i wszyscy już wiedzą, że jeżeli profile kształcenia się nie zmienią, szlachetne zajęcie jakim jest pogłębianie dorobku kultury ludzkości, stanie się synonimem bycia skazanym na bezrobocie… tyle, że z odsuniętym o pięć lat terminem wykonania wyroku. Jeżeli zaś idzie o uczelnie techniczne sprawa jest odrobinę bardziej skomplikowana.

Pozornie rozwój technologiczny wymusza na narodach świata kształcenie coraz większej liczby inżynierów. Ludzi, którzy będą obsługiwać coraz to bardziej złożone urządzenia. Z drugiej jednak strony, tej rzadziej dostrzeganej, dostrzec można, że owe zaawansowane technologie mogą być skutecznie obsługiwane przez coraz mniejszą liczbę osób, choć muszą to być osoby o wysokich kwalifikacjach. Biorąc pod uwagę, że załoga Międzynarodowej Stacji Kosmicznej liczy 6 osób, nie powinniśmy przesadzać co do szacunkowej liczby osób niezbędnych przy produkcji pralek. Wydaje się, że świat zmierza w stronę współpracy wielu małych, ale wysoko wyspecjalizowanych podmiotów. Tymczasem u nas…

Tymczasem u nas stwierdza się, że istnieje zapotrzebowanie na dziesiątki tysięcy inżynierów, którzy zamiast tworzyć coraz bardziej wyspecjalizowane technologie mające na celu ułatwić życie wszystkim ludziom, stają się nową klasą robotniczą. Jest ona co prawda świetnie przygotowana do obsługi już istniejących urządzeń, ale raczej nie przyczyni się do ich udoskonalenia. W taki właśnie sposób uczelnie techniczne utraciły nie tylko swój elitarny charakter ale i przydatność społeczną.

Podobnie jest z uniwersytetami. Dziesiąty numer kwartalnika Rzeczy Wspólne poświęcony był śmierci uniwersytetu. Okładka jest tak urokliwa, że pozwalamy sobie ją zamieścić.

W jednym z tekstów tam zamieszczonych znajdujemy stwierdzenie, że edukacja ma uczynić człowieka bardziej ludzkim. Jest to oczywiście prawda, zwłaszcza gdy mówimy o wykształceniu humanistycznym. W innym tekście znajdujemy informację, która w takiej perspektywie powinna nas wyjątkowo cieszyć. Mianowicie, że współczynnik scholaryzacji w Polsce jest jednym z najwyższych w Europie. Pewnie by cieszyła, gdyby nie wcześniejsza, że poziom szkolnictwa wyższego jest zatrważająco niski. Można wręcz powiedzieć niższy niż kiedykolwiek.

Nie ulega jednak wątpliwości, że pomimo faktu, że wielu studentów, w ciągu całego toku swojego kształcenia nie przeczyta żadnej książki, to już sam fakt uczestniczenia w wykładach (nawet sporadycznego) daje jakieś obycie w świecie kultury. Mierne, bo mierne, ale jakieś. Ponieważ programy liceów są tak skonstruowane, że nie dają żadnego przygotowania w tej materii, dobre i to. A co ze studentami uczelni technicznych? Nic. Pojawia się masa analfabetów kulturowych. Masie tej swoim obycie wykształciuchy raczej nie zaimponują.

Kto narzeka na ten stan rzeczy? Chyba wszyscy. Akademicy, że studenci są coraz głupsi, nauczyciele liceów tak samo. Nauczyciele gimnazjów, że młodzież za bardzo rozwydrzona. Młodzież – uczniowie i studenci – że nie uczą się niczego przydatnego, a nawet jak już czegoś się uczą to i tak nie ma perspektyw. Ministrowie i ministry, że nie ma pieniędzy. Na to zresztą narzekają wszyscy. Nikt tylko nie narzeka, że sam nic nie robi, bo przecież każdy chce dobrze, a dobre chęci usprawiedliwiają wszystko. Zwłaszcza porażki.

W takiej sytuacji czeka nas wspaniała przyszłość, w jednym z dwóch wariantów. Pierwszy to masa bezrobotnych, z formalnym wykształceniem wyższym, które niczym ich nie wyróżnia od osób, które nie mają żadnego wykształcenia. Wspaniałe będą rozmowy w kolejkach po zasiłek, gdy magistrowie poklepywać będą po ramionach inżynierów mówiąc, że co prawda nie jest wspaniale, ale przecież bez studiów nie mieli by żadnych szans na rynku pracy. Drugi wariant, bardziej technokratyczny, jest taki, że w przestarzałych fabrykach jak mrówki uwijać się będą politolodzy, socjolodzy i znawcy stosunków międzynarodowych przenosząc półprodukty z jednej maszyny do drugiej. W fabrykach tych inżynierowie będą doglądać rozlatujących się maszyn… pod czułym okiem osób, które ukończyły zawodówki. Te ostatnie bowiem nie zmarnowały pięciu lat (czy trzech i pół roku) na teorii, tylko zdobywały faktyczne doświadczenie. Na samym zaś szczycie będą zasiadać ci sami ludzie co dziś, bo nikt już nie będzie zainteresowany ich odwołaniem. I będą szykować kolejną reformę szkolnictwa wszelakiego mającego za zadanie podnieść poziom kształcenia i przystosować go do warunków rynku.

A co będą robić takie zgredy jak my? Nic ważnego, czekać na listonosza z rentą czy emeryturą. Mając nadzieje, że wrócą te piękne czasy, które dziś mamy, gdy w Polsce wydaje się dziesięć razy więcej na świadczenia ZUSowskie niż na naukę i szkolnictwo wyższe. Oczekiwanie to będzie jednak równie bezsensowne jak i praca mróweczek w fabrykach, choć równie zabawne co ich rozmowy o potrzebie studiowania w Polsce.

[1] http://www.rp.pl/artykul/131023,983716-Dla-inzyniera-etat-w-trzy-miesiace.html?p=1

[2] http://www.pw.edu.pl/Uczelnia/PW-w-liczbach

[3] http://bip.prz.edu.pl/dane-statystyczne/liczba-studentow/

[4] http://www.agh.edu.pl/pl/zespol-ds-informacji-i-promocji/agh-w-liczbach.html

[5] http://www.portal.pwr.wroc.pl/fakty,241.dhtml

[6] http://www.uj.edu.pl/dydaktyka/sprawozdawczosc-i-statystyki/statystyki

[7]http://www.bss.uw.edu.pl/nowa/index.php?option=com_content&task=view&id=69&Itemid=68

[8] http://uniwr.biuletyn.info.pl/

[9] http://www.nauka.gov.pl/szkolnictwo-wyzsze/dane-statystyczne-o-szkolnictwie-wyzszym/


przegladidei