Felietony, komentarze, opinie

 

 
Nie przegap!
 

 
0
Opublikowane 30 maja 2016 przez Marcin Sułkowski w Ekonomia
 
 

12 zł/h? A czemu nie 50?

http://science-all.com/images/money/money-05.jpg
http://science-all.com/images/money/money-05.jpg

Są takie kwestie, które trzeba poruszać po stokroć, choć wiadomym jest, że zdecydowana większość i tak nic nie zrozumie. Na blogach salon24 widzę zachwyty nad propozycją podniesienia godzinowej stawki minimalnej do 12 złotych za godzinę (brutto). Oczywiście zachwycają się głównie ci, którzy albo nigdy w życiu nie prowadzili firmy, albo nie są zbyt wykwalifikowani, a chcieliby za swoją pracę dostać tyle, ile im się wydaje, że powinni dostawać. Skoro rząd wyszedł z propozycją 12 zł za godzinę pracy i komentujący tak bardzo się cieszą z tego pomysłu, to czemu nie skandują, aby jeszcze zwiększyć tę stawkę? Na przykład do 15 zł za godzinę. Albo co tam, od razu do 50? Przecież podobno sztuczne podniesienie przez rząd płacy minimalnej, nie jest szkodliwe dla gospodarki, więc po co się patyczkować? Niech ludziom żyje się lepiej i zarabiają jak najwięcej!

Sęk w tym, że rzeczywistość ekonomiczna wygląda nieco inaczej, niż wkładano do głowy w czasach PRLu. To, że Marks i inne komusze cymbały ekonomiczne uznały, że cenę produktu/pracy da się ustalić odgórnie, naprawdę nie interesuje ani rynku, który działa w oparciu o pewne stałe mechanizmy, ani producenta. Cena produktu/pracy jest zawsze subiektywna i nie trzeba być zwolennikiem austriackiej szkoły ekonomicznej, żeby to wiedzieć. Wystarczy albo poczytać pisma chrześcijańskich scholastyków, albo zwyczajnie być życiowym i mieć nieco doświadczenia w handlu. Dla przykładu – diament może być warty 100 tysięcy złotych, ale może być też warty szklankę wody. To zależy, czy sprzedajemy go siedząc w swojej luksusowej willi i ustalamy cenę swojego egzemplarza w oparciu o ceny konkurencji, czy jesteśmy na pustyni i skończyły nam się zapasy wody, a beduin oferuje nam za ów diament szklankę napoju. Będąc konsekwentnym tłukiem ekonomicznym, należałoby beduina pozwać do sądu za spekulacje czy inne kapitalistyczne dziadostwa – powinien nam przecież zapłacić przecież tyle, ile sobie wymyśliliśmy! Na szczęście na pustyni beduin odpowie socjaliście soczystą wiązanką i zostawi go z jego diamentem, umierającego z pragnienia. Bo taki jest rynek i regulacje odgórne tego nie zmienią. To wolni ludzie ustalają ceny, a nie urzędnicy.

Tak samo jest z pracą i płacą. Są one warte tyle, ile ktoś jest w stanie za nie zapłacić, a nie tyle, ile ustali rząd, czy wymarzy sobie pracownik. Jeśli nie ma popytu na układanie płytek, to trzeba tę usługę świadczyć taniej, niż w sytuacji, gdy pracy jest za dużo. Nie ma co płakać i skandować o stawkę minimalną, bo szczerze mówiąc takiego roszczeniowego szczekacza zwyczajnie z hukiem wywala się za drzwi. Jak nie mamy ochoty płacić tyle, ile sobie wymyślił glazurnik, to żaden rząd nie powinien nam tego narzucać. Nic nie musimy – istnieje szara strefa, która na szczęście ma się dobrze i ludzie załatwiają nań sporą część swoich transakcji, bo jest to dla nich dalece bardziej korzystne, niż uleganie presji socjalistycznych matołów. Tutaj, drodzy krzykacze, będący jednocześnie palaczami – cieszycie się z cen papierosów? Wątpię. A to przecież wspaniałomyślny rząd dołożył takie obciążenia, że część z was biega na rynki, kupując przemycane, czy robione na czarnym rynku papierosy. Rozumiem, że wtedy nie przejmujecie się wyzyskiem tych, którzy produkują te papierosy w jakichś garażowych fabrykach?

Rząd ustali płacę minimalną 12 zł za godzinę? Wbije tym samym gwóźdź do trumny przedsiębiorstwom, które nie są w stanie wypłacić nawet 10 złotych za godzinę, bo generują małe przychody (sytuacja sklepów spożywczych się kłania). Właściciel sklepiku będzie musiał albo sklep zamknąć, co doprowadzi do pogorszenia sytuacji finansowej jego rodziny (lepsza zmiana, tak?), albo zwyczajnie zatrudnić pracownika „na czarno”, co pewnie większość zrobi, bo nie odejmie sobie od ust z powodu idiotyzmu rządu. Najbardziej zabawne jest to, że do tej pracy „na czarno” znajdzie się sporo chętnych, których wbrew opinii komentujących na blogach salon24, nikt nie zaciąga łańcuchem do pracy i nie czują się oni wyzyskiwani. Bynajmniej – oni czują się zadowoleni, bo nie dość, że mają za co się utrzymać, to często nie muszą się borykać z fiskusem. Tak samo jest z pracodawcą, który woli zapłacić pracownikowi do ręki nieco mniej, niż ustalił rząd i dzięki temu utrzymać swój biznes dający chleb jego rodzinie i miejsce pracy dla pracownika „na czarno”, który też karmi z tych pieniędzy swoich bliskich.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest jednak coś innego. Wszyscy piewcy ustalania przez rząd stawki minimalnej zapominają, że producenci odbiją sobie te obciążenia właśnie na konsumentach. Żaden producent nie wyjmie ze swojej kieszeni i nie będzie dopłacał do interesu w imię głupich idei. Producent ma zarabiać, a nie prowadzić działalność charytatywną. Jeśli producent garnków będzie musiał zwiększyć stawkę minimalną, to zrobi to, bo zwyczajnie podwyższy cenę garnków tak, aby zwiększenie pensji mu się opłacało. I kto na tym wszystkim wyjdzie źle? Pracownik. Bo co z tego, że zarobi nieco więcej, jak proporcjonalnie więcej będzie musiał wydać kupując produkty? Czy tego chcecie, czy nie, drodzy krzykacze, pewna część ciała jest zawsze z tyłu i żadne rządowe rezolucje tego nie zmienią.

Podsumowując – nie ma na wolnym rynku czegoś takiego jak wyzysk. Nie odpowiada ci pensja? Zmień pracodawcę. W branży panują jednolite stawki i uważasz, że są za niskie? Rusz się leniu i przekwalifikuj na zawód, który daje większe zarobki, tak jak robią to od pokoleń w USA czy Japonii. Nie chce ci się? To nie pracuj i głoduj – twoja sprawa, skoro jesteś nygusem. Żaden właściciel przedsiębiorstwa nie robi łapanek i nie przymusza do pracy. To głupi pracownicy z roszczeniową postawą przymuszają pracodawcę do płacenia im takich pensji, których pracodawca nie jest w stanie pokryć, bo inaczej nie opłaca mu się prowadzić interesu. W konsekwencji nie dość, że musi iść do pracy do kogoś, to jeszcze pozbawia pracy tych, którzy tak krzyczeli o wyższą pensję. A co zrobią krzykacze? Pójdą do kolejnej pracy i po jakimś czasie znów zaczną skandować o podwyżki. Mam w takim razie propozycje do tych, którzy są zwolennikami ustalania przez rząd płacy minimalnej – załóżcie swój biznes, zatrudnijcie ludzi, weźcie na swoje barki wszystkie obciążenia fiskalne, łącznie z chorym ZUSem, zapłaćcie pracownikom co najmniej stawkę minimalną i utrzymajcie się na rynku przez kilka lat zapewniając swoim rodzinom godziwy byt. Jak wam się uda, to wtedy możecie wrócić na salon24 i skandować o tym, że rząd robi dobrze ustalając płacę minimalną. Choć to i tak będzie głupotą, bo będzie świadczyło tylko o tym, że jesteście urodzonymi niewolnikami, którzy zamiast cenić sobie wolność i własność, pozwalają każdemu rządowi wodzić się na smyczy i wykonujecie potulnie każde ich polecenia. Mimo, że to tak naprawdę wy staracie się o byt swój, swoich rodzin, swoich pracowników i ich bliskich.

Obrazek wzięty z: http://science-all.com/images/money/money-05.jpg


Marcin Sułkowski